środa, 1 grudnia, 2021

Wiele minusów. Ale jest jeden pozytyw  kuriozalnych błędów Paulo Sousy!

Paulo Sousa popełnił potężne błędy. O tym piszą wszystkie media. Nie wystawił Lewandowskiego i Glika, tylko na ławce posadził Zielińskiego. W efekcie Biało-Czerwoni przegrali ostatni mecz w grupie eliminacyjnej. Niestety nie był to mecz bez znaczenia, bo mógł wpłynąć na utratę rozstawienia w barażu, zdecydować o tym, ze już w pierwszym meczu barażowym Polacy zagrają zamiast z Macedonią Północną z Włochami na wyjeździe. A wystarczył remis…

Można było oczywiście dać odpocząć najlepszym, ale należało to zrobić w meczu z półamatorami z Andory, którzy grają brutalnie, w związku z czym ryzyko kontuzji było większe. W dodatku mecz odbywał się na sztucznej murawie, co ryzyko to tylko potęgowało. Ale cóż, stało się. Patrząc na spokojnie, można w decyzji Paulo Sousy dopatrzeć się jednego tylko pozytywu. Po barażu nie będzie żadnego dylematu. Sprawa jest prosta – awans na mistrzostwa świata – to przedluzenie kontraktu. Brak awansu – dymisja.

Niby rzecz oczywista. Ale wiele  osób zastanawiało się, czy Paulo Sousa nie powinien zostać nawet po przegranych barażach. Nie, osłabiając (choć nie niwelując ich całkiem) szanse awansu, portugalski szkoleniowiec uzależnił swoja przyszłość od barażu. Będzie sukces – to o meczu z Węgrami można zapomnieć. Będzie odpadniecie – to trzeba będzie ten mecz bezwzględnie wypominać.

Rozstawienie tez mogło nic nie dać

I warto pamiętać o jeszcze jednym – i rozstawienie w barażu nie musiało awansować łatwej przeprawy (choć do niej przybliżało). Mogło być tak, ze Biało-Czerwoni wylosowaliby u siebie Macedonię Północną, a w finale także u siebie zwycięzcę meczu Rosja – Finlandia. Mogłoby być jednak i tak, iż graliby u siebie i z rywalem pokroju Turcji, ale w finale barażu czekałby wyjazd do Portugalii, czy Włoch. I odwrotnie – w barażu oczywiście może być pozamiatane i w pierwszej batalii wyjazd do Włoch a w drugiej do Portugalii. Ale też mogłoby być tak, iż w pierwszym spotkaniu czekałby Biało-Czerwonych wyjazd do Szkocji, a potem mecz u siebie z kimś w zasięgu.  Na ile realny jest awans będziemy mogli powiedzieć 26 listopada. A i tak wszystko rozstrzygnie boisko miedzy 24 a 29 marca.

Antoni Zankowicz

 

 

 

Polecamy