środa, 1 grudnia, 2021

Olga Doleśniak-Harczuk: Afgańskie dzieci sprzedawane. Jak powstrzymać haniebny proceder?

„Afgańczycy sprzedają swoje dzieci” – tego typu nagłówki zdominowały w ostatnich tygodniach informacje z Afganistanu. W ubiegłym miesiącu rozmawiałam na ten temat z Afganką mieszkającą w Niemczech. Potwierdziła, że takie sytuacje mają miejsce. Jej zdaniem będzie ich coraz więcej bo wielu ludzi już żyje na skraju nędzy.

Słusznie, że świat Zachodu oburza się na to, że ludzie sprzedają swoje dzieci. Temat nie jest jednak nowy. Powiedziałabym bardziej dosadnie – on jest stary, bardzo stary i bardzo bolesny. Zastanawiałam się jak można pomóc ludziom w takiej sytuacji. Rodzicom, którzy decydują się na tak drastyczny krok. I nie mam rozwiązania.

Topór w serce naszej cywilizacji

Załóżmy, że ktoś mówi takiej rodzinie: Słuchajcie ja od was kupię waszą kilkuletnią córkę, tylko nie oddawajcie jej starcowi, którego w normalnych warunkach nazywa się po imieniu – pedofilem. I teraz tak – „zakup” człowieka to coś, co nie mieści się w naszej głowie, jest jak topór wbity w samo serce zachodniej cywilizacji. Ludzi się nie kupuje. Za chwile podniosłyby się głosy, że „Europejczycy kupują sobie dzieci od zdesperowanych Afgańczyków żerując na ich nędzy”. Już widzę te artykuły. I oczywiście zakładam margines nieufności, czy aby intencja kupującego jest czysta i szlachetna, czy z gatunku takich, za które słusznie idzie się za kraty. Tak czy inaczej takie wyjście to złe wyjście.

Dosypanie pieniędzy to też złe wyjście

Drugie – wręczyć rodzinie dziewczynki pieniądze, które obiecał dać za nią chętny nabywca z sąsiedniej wioski. Załóżmy, że ta rodzina ma dług wobec „kupca” i tak zamierza go spłacić. A ten, absolutnie pozbawiony skrupułów wykorzystuje sytuację. Co się dzieje? Zostawiam pieniądze, rodzina może zachować dziecko, wszyscy zadowoleni. Czyżby? Za chwilę znowu nie będzie co do garnka włożyć, sąsiad jest zawiedziony, że nie oddano mu obiecanej zapłaty, robi się dym w wiosce i poza nią. A dziewczynka i tak być może podzieli los innych sprzedawanych dzieci, tylko z pewnym opóźnieniem. Czyli co? Znowu złe wyjście. Pomoc humanitarna…Tak, oczywiście. Będzie potrzebna i to do końca świata. Pytanie, czy zawsze trafi tam, gdzie powinna. By odwieść rodziny od decyzji, które sprowadzą nieszczęście na ich dzieci. Nie mam odpowiedzi. Może Państwo mają.

Olga Doleśniak-Harczuk, Facebook.com

Polecamy