niedziela, 24 października, 2021

Czepialstwo nasze powszechne. Sousofobia ma już absurdalne rozmiary

Polacy Nie zagrali w Tiranie wielkiego spotkania. Ba, nie zagrali nawet spotkania dobrego. Rozegrali mecz z gatunku tych „o wszystko”. Tych, które trzeba wygrać, nie patrząc na styl. I wygrywając z Albańczykami cel zrealizowali. Czepianie się Paulo Sousy nie ma sensu. Z kilku powodów. 

Po pierwsze, drużyna pod kierunkiem Paulo Sousy robi zdecydowany progres. W marcu pokazała elementy  szaleństwa, świeży powiew, fajne elementy w ataku, ale beznadziejną grę w obronie. Głupio straciła punkty na Węgrzech remisując i wypuściła z rąk remis na Wembley. W czerwcu na Euro były momenty, ale jednak gra  ze Słowacją to blamaż, a w spotkaniu ze Szwecją niefrasobliwość w obronie sprawiła, że odpadli z turnieju, choć mecz był do wygrania. Teraz było w czterech meczach 13 punktów, wygrane z Albanią w dwóch spotkaniach, z outsiderami z San Marino też w dwóch i cenny remis z wicemistrzami Europy Anglikami. Wreszcie były mecze na zero z tyłu i kontrolowanie gry.

Po drugie, owszem, mecz w Tiranie był brzydki, ale miał prawo być taki. Albania zawsze była trudnym rywalem, Biało-Czerwoni tracili z nią punkty nawet w czasach Górskiego i Piechniczka. Przeprawy były ciężkie, tu się udało wyjść zwycięsko.

Po trzecie, awans z pierwszego miejsc to iluzja, ale druga pozycja i baraż są prawie pewne.

Po czwarte, widać postęp gry ataku, obrony, dobrych zmienników, wreszcie Lewandowski gra w kadrze na miarę potencjału (choć nie w ostatnich dwóch meczach, to fakt, ale spotkanie w Warszawie z Albańczykami wygrał niemal w pojedynkę).

Tymczasem w polskiej prasie sportowej często możemy przeczytać narzekania i biadolenia, jak to fatalnie grają Biało-Czerwoni za Portugalczyka. I artykuły wyrażające tęsknotę za Jerzym Brzęczkiem. Żeby było jasne, nie chcemy byłego selekcjonera deprecjonować.  Do Euro awansował. Jednak mecze w Lidze Narodów pokazały koszmarny minimalizm. Ze średniakami poprzednik Sousy wygrywał. Ale z najmocniejszymi była obrona Częstochowy i po meczu narzekania, że mamy graczy z Championship. Jakby ktoś nie wiedział, to zaplecze angielskiej Ekstraklasy. Kto wie, czy po ligach TOP-5, czyli ekstraklasach Anglii, Włoch, Niemiec, Francjii i Hiszpanii, właśnie Championship nie jest na miejscu szóstym. Może przesadzam, ale liga to na pewno znacznie mocniejsza nie tylko od polskiej, ale wielu znacznie bardziej uznanych lig.

Brzęczka cechował minimalizm, Sousę przesadny optymizm. Ale początkowo mieliśmy elementy szaleństwa, gdy Biało-Czerwoni stawiali się Anglikom, czy Hiszpanom, ale fatalnie grali ze słabeuszami. Teraz osiągają planowe sukcesy. Oczywiście Sousa ma wady, popełnia błędy. Ale na razie można być umiarkowanym optymistą. Baraż jest prawie pewny. Tam będzie prawdziwa walka. A w razie awansu cóż… narzekania też nie znikną. Nawet ze złotym medalem mundialu krytyka pewnie nie ucichnie. Bo „sousofobia” przybiera absurdalne rozmiary. A powszechne czepialstwo to dla niektórych sport narodowy. Kadra niech po prostu robi swoje.

Antoni Zankowicz

Polecamy