piątek, 21 stycznia, 2022

W poszukiwaniu straconej logiki. (KOMENTARZ)

Stalowa i Środkowa to kultowe ulice na Pradze. Zabytkowe kamienice, niezapomniany klimat, język starej Warszawy. Czas jakby się zatrzymał. Kto był, wie o co chodzi.

Remont za remontem

Kilka lat temu na Stalowej ludzie zebrali podpisy, chcieli położenia nowego bruku. Udało się. Mieszkańców miasto wysłuchało. Drogowcy wyremontowali ulicę. Minęło kilka lat. I robotnicy właśnie bruk skuli. Bo trzeba „rozbetonować” miasto. Miejsce chodnika zajmują robinie. Ładne drzewa, które w tym miejscu rosły zresztą przed laty. Więc praska ulica wraca do korzeni. To cieszy. Fakt, że wcześniej robiono remont, który trzeba było odkręcać, cieszy już znacznie mniej. Ale tu przynajmniej ulica będzie jak najbardziej wpisywać się w tradycyjny krajobraz miejski, ogólnie zmiany można zaliczyć na plus.

Nieco gorzej jest na Środkowej. Tam zaproponowano jakiś czas temu woonerf, który wg części varsavianistów zaburza i to znacząco układ ulicy. O sprawę toczył się ostry spór. Przy okazji w warszawskich mediach przetoczyła się polemika na temat drzew i ich roli w przestrzeni miejskiej. Tymczasem sprawa w gruncie rzeczy jest prosta. Zieleń jest pożądana, w mieście jest jej za mało. Ale nie może zieleń być nasadzana kosztem zabytków.

I tak – na Stalowej pomijając absurd w postaci niszczenia dopiero położonego bruku pomysł zazieleniania jest jak najbardziej ok. Na Środkowej woonerf wydaje się już chybiony. Plac Pięciu Rogów winien się zazielenić. Ale drzewa chyba mogłyby być niższe. To tylko przykłady, ale pojawia się tu dużo szerszy i poważniejszy  problem. Jest nim brak logiki w rozmowie o miejskiej zieleni i ograniczaniu ruchu. I to po wszystkich stronach sporu. Bo jedni chcieliby powrotu do idei „drzewa to w lesie”, która jest zaprzeczeniem także przedwojennej wizji stolicy. Inni chcieliby zieleń ładować też tam, gdzie będzie to kosztem zabytków.

Brakuje sensownej strategii

Dla jasności – nie w każdym mieście stary budynek musi być od razu cennym zabytkiem. Jednak Warszawa z uwagi na skalę wojennych zniszczeń jest miastem specyficznym. I wyburzanie, zasłanianie, przebudowywanie KAŻDEGO starego budynku, zmiana JAKIEJKOLWIEK starej przestrzeni musi być przemyślana i zaplanowana. Podobnie jest z polityką ekologiczną. Lewicowe środowiska radują się każdym skutym kawałkiem betonu, każdym zwężeniem lub zamknięciem ulicy. Fakt, że ulicami równoległymi dla tych zamykanych puszczany jest ruch, spalin jest tam więcej, korki się wydłużają a smog wcale nie jest mniejszy, nie przejmuje się nikt. No, może prawie nikt.

Nie chodzi o zaprzestanie działań proekologicznych. Ale o przyjęcie wreszcie całościowej  strategii dla miasta. Strategii zarówno w kwestii zieleni, jak i w kwestii zabytków, bezpieczeństwa, rozwoju, komunikacji, transportu. Bardzo często zamiast całościowego programu mamy ideologiczne wrzutki. Wszystko w cieniu politycznych kłótni. Tymczasem miasto potrzebuje programu. I rzetelnej, uczciwej, merytorycznej dyskusji. W „Nowym Telegrafie Warszawskim” programu nie wdrożymy. Ale dyskusję możemy podjąć. Tematów jest wiele.

Przemysław Harczuk

Polecamy