niedziela, 24 października, 2021

Ukradł jej smartfon. Ojciec i mąż wymierzyli sprawiedliwość maczetą

49-letni teść i jego 30-letni zięć oburzyli się na wieść o tym, że ich córka i żona została okradziona. Kieszonkowiec zabrał jej smartfon. Mężczyźni sami wymierzyli sprawiedliwość. Dopadli sprawcę, sterroryzowali maczetą. Odzyskali sprzęt, wyłudzili auto. Teraz posiedzą. Napadnięty też… 

Jak relacjonuje Komenda Stołeczna Policji, wszystko zaczęło się podczas podróży komunikacją miejską. Kobieta zorientowała się, że nie ma  smartfona. Sprzęt ukradł kieszonkowiec. Pokrzywdzona najpierw powiadomiła męża i ojca. Potem wspólnie z nimi poszła na policję. Tam cała trójka zgłosiła zawiadomienie. Po wyjściu z komisariatu mąż kobiety stwierdził, że nie należy czekać na policję. Uznał, że można zdalnie namierzyć skradziony sprzęt.

Postraszyli, że utną mu ręce i nogi

Smartfon był wyłączony. W końcu udało się jednak go namierzyć.  Po kilkudziesięciu godzinach okazało się, że sprawca z kradzionym telefonem zatrzymał się na jednym z parkingów przed centrum handlowym na warszawskiej Ochocie. Jak relacjonuje policja, mąż pokrzywdzonej o odkryciu powiedział teściowi. Ten wsiadł w samochód i zaproponował wspólne odzyskanie smartfona.

Ogromne musiało być zdziwienie kieszonkowca, gdy do jego samochodu wsiadł 49-latek.  I wyciągnął maczetę. Zagroził mu ucięciem rąk i nóg. Kieszonkowiec przeraził się groźbą i natychmiast zwrócił sprzęt. Jak podaje policja, ojcu i mężowi okradzionej to nie wystarczyło. Mężczyźni zażądali zadośćuczynienia w kwocie 3500 zł. Mężczyzna oświadczył, że nie ma takiej gotówki. Wtedy pomysłowi teść z zięciem zmusili mężczyznę do podpisania fikcyjnej umowy, na podstawie której mężczyzna dobrowolnie sprzedał im swój samochód. Umowa zawarta została na kartce w notesie, którym dysponował starszy z mężczyzn. Obaj powiedzieli, że zwrócą  auto pod warunkiem zapłacenia im 3500 zł. – relacjonuje policja.

Kieszonkowiec jako pokrzywdzony

Jak informują policjanci, mimo swojego wcześniejszego czynu mężczyzna poczuł się pokrzywdzony przez dżentelmenów, którzy chcieli pomścić krzywdy bliskiej dla nich osoby. Wpadł więc na pomysł przygotowania kwoty w banknotach, które sfotografował przed wykupieniem swojego auta. Po transakcji i odzyskaniu toyoty udał się do komisariatu policji, gdzie zawiadomił o wymuszeniu rozbójniczym, którego dopuścili się na nim panowie z maczetą. Kwestie wcześniejszej kradzieży smartfona przez siebie zataił.

Jak informuje Komenda Stołeczna Policji,  obaj mężczyźni zostali zatrzymani. We wsi pod Warszawą, w domu ojca właścicielki smartfona kryminalni znaleźli 1000 zł w banknotach 200 złotowych odpowiadających cechami sfotografowanym środkom płatniczym oraz notes z umową kupna toyoty od pokrzywdzonego. W mieszkaniu 30-latka funkcjonariusze znaleźli 2500 zł pochodzących z wymuszenia. Obaj panowie – teść i zięć – trafili do policyjnego aresztu. Policja ustaliła, że właściciel toyoty utrzymuje się z kradzieży kieszonkowych i przedmiotem całej sprawy stał się smartfon, skradziony córce i żonie zatrzymanych.

Pogodziła ich cela

Policjanci zatrzymali mężczyznę i zawieźli go do policyjnej celi. W jego mieszkaniu funkcjonariusze znaleźli kradzione portfele, aparaty fotograficzne, telefony komórkowe, aparaty fotograficzne,  telefony komórkowe, etui na aparaty, pendrive, atrapy pistoletów oraz inne przedmiotów pochodzących z przestępstwa. Mężczyzna usłyszał zarzuty. Grozi mu do pięciu lat więzienia.

Zięć i teść usłyszeli z kolei zarzuty wymuszenia rozbójniczego. Sąd objął ich policyjnym dozorem. Mężczyznom grozi kara do dziesięciu lat pozbawienia wolności.

(źródło: policja)

 

 

Polecamy