wtorek, 21 września, 2021

12 września mija 17 lat od śmierci Marka Karpia. Zmarł po tajemniczym wypadku

12 września 2004 roku w szpitalu  w Warszawie zmarł Marek Karp. Twórca i wieloletni dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich. Zmarł kilka tygodni po dziwnym wypadku samochodowym. Przed śmiercią był oskarżony w kuriozalnym procesie, razem z przedsiębiorcą, Mirosławem Ciełuszeckim. Sąd w Bielsku Podlaskim, który prowadził proces, nie chciał uznać zeznań byłego premiera Jerzego Buzka,  wicepremiera Janusza Szteinhofa. A na zeznawanie Zbigniewa Brzezińskiego, doradcy prezydenta USA, sąd w ogóle nie wyraził zgody. To jedna z najbardziej ponurych historii w Polsce XXI wieku.

Marek Karp był określany ostatnim obywatelem Wielkiego Księstwa Litewskiego. W okresie PRL działał w demokratycznej opozycji. Potem założył Ośrodek Studiów Wschodnich. Think tank, zajmujący się białym wywiadem. Inną rolą OSW było budowanie relacji biznesowych Polski z krajami dawnego ZSRR. Karp przyjął konkretną strategię – budowania owych relacji bilateralnych, niezależnie od Federacji Rosyjskiej. Był doradcą premierów Polski, prezydentów. Doradzał też rządowi Stanów Zjednoczonych i Komisji Europejskiej. Doradzał też mającej strategiczne znaczenie dla państwa firmie Mirosława Ciełuszeckiego Farm Agro Planta. Spółka sprowadzała sól potasową z Białorusi. Dodatkowym celem było oderwanie Białorusi od Rosji. Firma stała się potentatem na polskim rynku chemicznym. W roku 2002 wszystko uległo zmianie. Ciełuszecki został aresztowany. Zarzuty były absurdalne – przedsiębiorca był oskarżony o to, że rzekomo okradł… sam siebie (szczegóły opisywaliśmy na naszych łamach wielokrotnie). Nie mniej kuriozalne były zarzuty wobec Marka Karpia, któremu zarzucono fikcyjne doradztwo. Na rzecz oskarżonych zeznawali były premier Jerzy Buzek, były ambasador w Rosji Stanisław Ciosek, były wicepremier Janusz Steinhof. Zeznawać chciał też Zbigniew Brzeziński – wybitny analityk, doradca prezydenta Stanów Zjednoczonych, Jimmy Cartera. Ale sąd nie zgodził się na to, by zeznawał. Nie dawał też wiary pozostałym świadkom. Ciełuszecki został skazany w pierwszej instancji. A proces toczy się do dziś. Niebawem będzie dwadzieścia lat. Marek Karp wyroku nie dożył.

Był 13 sierpnia 2004 roku. Były dyrektor OSW jechał oplem astra. Nagle jego samochód został zepchnięty z drogi przez białoruskiego tira. Opel został zmiażdżony. Karp w bardzo ciężkim stanie trafił do szpitala. Początkowo lekarze nie dawali mu większych szans. A jednak stan eksperta zaczął się bardzo szybko poprawiać. Na tyle, żeby opuścić szpital. Był 12 września. Marek Karp zdążył jeszcze zadzwonić do rodziny, że czeka na odebranie ze szpitala. Gdy rodzina po kilku godzinach dotarła na miejsce, twórca OSW nie żył…

Okoliczności wypadku są do dziś owiane tajemnicą (kierowca Sierhij  Z. nigdy nie stanął przed sądem – zniknął). Wiele wątpliwości jest również wokół samej śmierci. W mediach nie brak nawet relacji o… zastrzeleniu twórcy OSW. Karp rzekomo wyszedł ze szpitala, a kilkanaście minut potem został znaleziony martwy. To jednak nieprawda. Faktem jest, że sama śmierć dyrektora była ogromnym zaskoczeniem. Oficjalnie Marek Karp zmarł w wyniku zatoru płucnego. Przypadłość ta zdarza się po wypadkach, w przypadku wielu złamań.

Osobną sprawą jest to, kto zyskał na sądowym i prokuratorskim zniszczeniu Marka Karpia i Mirosława Ciełuszeckiego. Wiadomo, że cele strategiczne, jak budowanie niezależnych relacji, mających odciągać Białoruś od Federacji Rosyjskiej nie zostały zrealizowane. Że działalność Karpia i Ciełuszeckiego naruszała interesy jednego rosyjskiego oligarchy oraz państwowych rosyjskich koncernów.

Sam proces jest kuriozalny. Według oskarżenia Ciełuszecki miał sprzedać własną działkę swojej firmie i wprowadzić w błąd… samego siebie. W procesie jeden biegły okazał się fałszywy, innemu przelew ELIXIR kojarzył się z płynem. Podczas procesu zgubione zostały dowody, mające świadczyć o niewinności oskarżonych. Konkretnie zginął stacjonarny komputer. W grudniu ubiegłego roku Sąd Najwyższy uwzględnił kasację i nie zostawił suchej nitki na poprzednich wyrokach. Sprawa jednak wciąż się toczy.

Kompromitujący proces w równym stopniu obciąża zarówno sądy III RP, jak i prokuraturę obecnej władzy. Pracujący przy sprawie prokuratorzy awansowali już za dobrej zmiany. Niebawem ukaże się książka autorstwa Przemysław Harczuka opisująca tę ponurą historię.

Marek Karp został pochowany w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie.

(„Nowy Telegraf Warszawski”)

Polecamy