poniedziałek, 14 czerwca, 2021

Dali przykład Norwegowie jak walczyć z wirusem?

Wprowadzone w Polsce ostre obostrzenia na krótki czas miały sens, powstrzymały blokadę systemu na model hiszpański i włoski oraz prawdziwą tragedię. Jednak poważne niedociągnięcia, jak brak testów dla ludzi kończących kwarantanny sprawiają, że do pokonania epidemii jest bardzo daleko. Obciążenia wciąż są, co rujnuje naszą gospodarkę. W Norwegii można już na serio myśleć o otwieraniu szkół i całej gospodarki. W Polsce mamy się cieszyć, że otworzono zamknięte wcześniej bez sensu lasy. Szkoda.

fpt. Freeimages.com

Stan epidemii w Polsce trwa już przeszło miesiąc. Rodzi frustrację, zmęczenie, złość. A nastroje społeczne – co zrozumiałe – wahają się od strachu przed zachorowaniem i akceptacji dla wprowadzanych przez rząd ostrych ograniczeń, do wściekłości na rząd, buntu i lekceważenia dla zagrożenia chorobą. Nie brak teorii spiskowych. Czasem ci sami ludzie, którzy wczoraj za wzór stawiali ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, dziś odsądzają go od czci i wiary. I ci sami warszawiacy, którzy wczoraj wściekali się na to, że Rafał Trzaskowski nie zniósł darmowego parkowania a ZTM zmniejsza liczbę kursów w tramwajach i autobusach przez co zwiększył w pojazdach komunikacji miejskiej tłok, dziś oburzają się na obowiązek noszenia maseczek. Emocje są zrozumiałe, choć uderza w tym wszystkim skakanie ze skrajności w skrajność. Najpierw było przerażenie obrazami z Hiszpanii i Włoch, więc akceptacja dla daleko idących (choć czasem absurdalnych – jak zamknięcie lasów) obostrzeń. Teraz przyszło zmęczenie i złość, więc jako przykład podaje się Szwecję (gdzie akurat śmiertelność jest dużo większa niż w krajach sąsiednich, więc najlepszym przykładem kraj ten nie jest). Zamiast karmić się teoriami spiskowymi, emocjonować się bez sensu (wiem, że ciężko w izolacji i u progu ekonomicznego kryzysu) może warto spojrzeć na sprawę bez emocji. I przeanalizować, gdzie, w jakich krajach z pandemią poradzono sobie najlepiej. Gdzie gospodarka wraca na właściwe tory. I, co bardzo ważne, które rozwiązanie można zastosować w Warszawie i w Polsce. Najlepiej poradziły sobie Tajwan i Korea Południowa. Z tym, że na Tajwanie epidemię wykryto bardzo szybko, cała Europa (Polska i tak nie wypadła tu najgorzej) kluczowy moment przespała. W Korei z kolei upowszechniono wszystkim testy. Na to nas finansowo po prostu nie stać – zrobienie testów całemu społeczeństwu byłoby droższe niż tarcza antykryzysowa. Jest za to kraj, sąsiadujący ze Szwecją, który wydaje się znalazł najlepszy sposób na walkę z pandemią i kryzysem po nim. Krajem tym jest Norwegia. Podobnie jak u nas kilka tygodni temu wprowadzono tam bardzo radykalne obostrzenia. Dziś jednak wydaje się, że epidemia została opanowana. A życie wraca powoli do normalności. Dlaczego? Ano dlatego, że przeprowadzano tam testy nie wszystkim obywatelom, ale WSZYSTKIM PODDANYM KWARANTANNIE. Tym samym eliminowano – skutecznie – ogniska choroby. W naszym kraju – o czym pisaliśmy – ludziom po zakończeniu kwarantanny testów się zazwyczaj nie robi. Po prostu kwarantanna dobiega końca. Jest to błąd, ponieważ ludzie ci wciąż mogą być zakażeni, ale przechodzić chorobę bezobjawowo ale zarażać innym. Ostre obostrzenia na krótki czas miały sens, powstrzymały blokadę systemu na model hiszpański i włoski oraz prawdziwą tragedię. Jednak poważne niedociągnięcia, jak właśnie brak testów dla ludzi w kwarantannach sprawiają, że do pokonania epidemii jest bardzo daleko. Obciążenia wciąż są, co rujnuje naszą gospodarkę. W Norwegii można już na serio myśleć o otwieraniu szkół i całej gospodarki. W Polsce mamy się cieszyć, że otworzono zamknięte wcześniej bez sensu lasy. Szkoda.

Przemysław Harczuk

Polecamy