niedziela, 3 marca, 2024

Mecz godny najgorszego roku reprezentacji od lat. 2:0 z Łotwą

Polska – Łotwa 2:0. Jest pewien progres, niestety na razie jedynie przebłyski niezłej gry

Bardzo dobry Nicola Zalewski, fenomenalny Marcin Bułka, przełamany Robert Lewandowski. To nieliczne pozytywy spotkania z Łotwą. Aha, jeszcze wygrana 2:0. Były też jednak zmory tego roku – przestoje w grze, niedokładność, koszmarna defensywa. Na dziś półfinał z Estonią jest do wygrania, ale w finale – nieważne z kim – będą schody. Pewien nieznaczny progres widać – należy liczyć, że w marcu będzie on znacznie większy.

To był koszmarny rok. Biało-Czerwoni mieli poprawić styl i utrzymać wyniki kadry Michniewicza. Utrzymali styl, a wyników nie ma. Nie wyszli z najsłabszej grupy w eliminacjach Mistrzostw Europy. Pozostaje gra w barażach, w których zagrają z uwagi na dobre wyniki w Lidze Narodów. Mecz z Łotwą był pierwszym i ostatnim sprawdzianem przed play offami. I meczem pułapką – nawet bardzo wysoka wygrana w świetnym stylu nie zatarłaby fatalnego wrażenia. Porażka bądź remis mogła je jeszcze pogłębić. Ostatecznie nie było ani spektakularnego i wielobramkowego zwycięstwa, ani kompromitacji. Ot, wygrana 2:0 ze znacznie słabszym rywalem. Z przebłyskami dobrej gry, ale i fatalnymi błędami oraz przestojami.

Piorunujący początek

Podopieczni Michała Probierza zaczęli bardzo dobrze. Siedli na rywalu, przez pierwszy kwadrans nie dawali Łotyszom wyjść z własnej połowy. Już w pierwszej minucie po zagraniu Przemysława Frankowskiego strzelał Sebastian Szymański, Rihards Matrevics obronił. Chwilę później dośrodkował drugi wahadłowy – Nicola Zalewski. Strzelał Robert Lewandowski, uderzenie kapitana ponownie obronił golkiper Łotyszy, po chwili poradził sobie z kolejnym strzałem polskiego napastnika. W siódmej minucie piłkę od Jakuba Kiwiora przejął Zalewski, pociągnął lewą stroną, dośrodkował w pole karne. Akcję zamykał Przemysław Frankowski, który dał Biało-Czerwonym prowadzenie. Do 15 minuty Polacy przeważali, najlepszą szansę na podwyższenie wyniku miał Sebastian Szymański. Strzał z dystansu pomocnika Fenerbahce Stambuł znów wybronił bramkarz gości. Kolejne minuty to jednak już przestój gry – gospodarze wciąż mieli kontrolę nad spotkaniem, jednak akcji klarownych praktycznie nie było. W 36 minucie celny strzał oddali goście, na posterunku był Łukasz Skorupski. Końcówka pierwszej połowy to znów zryw Polaków. Strzały Zalewskiego i Frankowskiego obronił Matrevics.

Przełamanie Lewandowskiego, pobity rekord Brychczego

Od początku drugiej połowy w bramce Biało-Czerwonych pojawił się Marcin Bułka, który zastąpił Łukasza Skorupskiego. W pierwszych minutach znów do ataku rzucili się gospodarze. I w 48 minucie podwyższyli wynik. Po kapitalnym dośrodkowaniu Zalewskiego Robert Lewandowski wręcz zawisł w powietrzu i skierował piłkę do bramki gości. Kapitan reprezentacji Polski trafił do siatki w barwach reprezentacji po raz 82. Do tego pobił rekord sprzed… 54 lat. Właśnie został najstarszym strzelcem w historii reprezentacji, strzelając gola miał 35 lat i 3 miesiące. Poprzednim rekordzistą był legendarny zawodnik Legii Warszawa i reprezentacji Polski, Lucjan Brychczy, który bramkę zdobył mając 35 lat, 2 miesiące, 14 dni. 27 sierpnia 1969 roku pokonała Norwegię 6:1. W kolejnych minutach Polacy znów zwolnili tempo, ale tym razem Łotyszom udało się stworzyć kilka świetnych okazji. Najgroźniejszą mieli w 58 minucie, strzał z rzutu wolnego oddał Ikaunieks, fenomenalnie obronił Marcin Bułka.

Świetny Bułka. W grze przebłyski, ale i przestoje

Debiutujący w kadrze bramkarz Nicei obronił jeszcze kilka strzałów gości. W drużynie Biało-Czerwonych w 61 minucie doszło do kolejnych zmian. Za Roberta Lewandowskiego wszedł Karol Świderski, za Jakuba Piotrowskiego debiutant, Karol Struski, a za Damiana Szymańskiego Bartosz Slisz. Opaskę kapitańską przejął Jan Bednarek. Dwanaście minut przed końcem na boisku zameldowali się debiutant Bartłomiej Wdowik (za Sebastiana Szymańskiego) i weteran Kamil Grosicki. Grosik przejął opaskę od Bednarka. Mecze zakończył się ostatecznie wynikiem 2:0 kończąc koszmarny rok Biało-Czerwonych. W marcu baraże. Rywalem w półfinale będzie Estonia, w razie wygranej w finale zwycięzca pojedynku Walia – ktoś z trójki Finlandia, Ukraina, Islandia. Na Narodowym były pozytywy (świetna gra Zalewskiego, dobra Frankowskiego, przełamanie Kapitana). Były przebłyski dobrej gry. Wciąż były też jednak przestoje w grze i koszmarne błędy obrony, które z mocniejszym rywalem skończyłyby się stratą bramek. Przed barażami można być optymistą, ale optymizm to jednak bardzo umiarkowany.

Polska 2-0 Łotwa

1:0 Przemysław Frankowski 7’
2:0 Robert Lewandowski 48’

Polska: Łukasz Skorupski (46’ Marcin Bułka) – Jan Bednarek, Mateusz Wieteska, Jakub Kiwior – Przemysław Frankowski, Damian Szymański (62’ Bartosz Slisz), Sebastian Szymański (78’ Kamil Grosicki), Jakub Piotrowski (61’ Karol Struski), Nicola Zalewski (78’ Bartłomiej Wdowik) – Robert Lewandowski (61’ Karol Świderski), Adam Buksa

Łotwa: Rihards Matrevics – Raivis Jurkovskis, Antonijs Černomordijs (89’ Mārcis Ošs), Daniels Balodis, Andrejs Cigaņiks – Alvis Jaunzems (61’ Dmitrijs Zelenkovs), Eduards Emsis, Kristers Tobers (72’ Aleksejs Saveļjevs), Jānis Ikaunieks (88’ Maksims Toņiševs), Eduards Dašķevičs (61’ Raimonds Krollis) – Roberts Uldriķis (72’ Marko Regža)

REKLAMA

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

WIĘCEJ

WIĘCEJ W TELEGRAFIE

- Advertisement -spot_img