poniedziałek, 8 sierpnia, 2022

„A u was to leją ambasadorów”. Jeszcze o czerwonej farbie

Oblewanie sztuczną krwią rosyjskiego ambasadaora osobiście mnie nie oburzyło – bo jeśli coś mnie oburza, to sam ambasador. Jednocześnie jednak uważam to działanie za strategiczny błąd. Przede wszystkim – Rosja liczy na to, że choć przez chwilę w mediach będzie ofiarą. Każda sytuacja tego typu daje im do ręki argument do ględzenia „a u was biją ambasadorów”. I nieważne, że ambasador został oblany farbą, a jego kraj bestialsko morduje ludzi. Ich propaganda z bandą pożytecznych idiotów będzie zaraz stawiać znak równości pomiędzy rzeczywistymi zbrodniami, a wylaniem sztucznej krwi. Znacznie lepszy efekt byłby wtedy, gdyby składaniu kwiatów towarzyszył milczący protest ze zdjęciami ofiar z Buczy. Ustawieniem zniczy. Podaniem nazwisk ofiar. Byłoby mocniej.

I jeszcze jedno – dwadzieścia parę lat temu w Poznaniu grupa działaczy Komitetu Wolny Kaukaz zdjęła rosyjską flagę z konsulatu Federacji Rosyjskiej. Wtedy, to działanie MIAŁO SENS. Dlaczego? Było atakiem na flagę, a nie na dyplomatę, ale przede wszystkim – chodziło o NAGŁOŚNIENIE problemu. Tego, że Rosja topi Czeczenię we krwi. Przypomnę, że działo się to w czasie, gdy Borys Jelcyn namaścił Putina na następcę. A ówczesny premier Rosji dokonywał krwawej inwazji. I cały świat milczał, traktując to jako wewnętrzną sprawę Rosji. Akcja w Poznaniu była więc rozpaczliwym krzykiem, protestem przykuwającym uwagę. Dużo bardziej dramatyczny był bunt Ryszarda Siwca, który spalił się podczas dożynek na Stadionie Dziesięciolecia. Po to, by wykrzyczeć sprzeciw wobec inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację. Ale tamte protesty dotyczyły przemilczanych zbrodni, o których świat nie chciał słyszeć. W przypadku obecnego bestialstwa Rosji, wszystko jest jasne. Każdy (może poza papieżem Franciszkiem) widzi, co dzieje się za naszą wschodnią granicą. Za to moskiewska propaganda bardzo chce przedstawiać się w roli ofiary. Po co dostarczać jej paliwa.

Polecamy