niedziela, 22 maja, 2022

U Pana Boga w Królowym Moście

Reżyser Jacek Bromski, po 12 latach postanowił dokręcić kolejny sequel do swojej wspaniałej trylogii filmowej o naszych wewnętrznych Kresach. Filmy „U Pana Boga za piecem” (1998), „U Pana Boga w ogródku” (2007) i „U Pana Boga za miedzą” (2009) uważam z kresowe arcydzieła.

W produkcję o nazwie „U Pana Boga w Królowym Moście”, ma być zaangażowanych około 150 aktorów. Podobnie jak w poprzednich trzech częściach, widzowie zobaczą tych, grających na co dzień w Białostockim Teatrze Lalek. W rolę księdza, jak przed laty, wcieli się Krzysztof Dzierma, a komendanta zagra Andrzej Beya Zaborski.

Swój podziw dla filmów z tej serii wyraziłem już kiedyś w jednym z moich kresowych felietonów, pisanych jeszcze dla portalu TV Republika.

Wspaniała trylogia filmowa

Komedia „U Pana Boga za Piecem”, Jacka Bromskiego i jej dwa sequele -„U Pana Boga w Ogródku” i „U Pana Boga za Miedzą” to wspaniała filmowa trylogia, pokazująca klimat naszych współczesnych Kresów Wewnętrznych. Główny bohater, ksiądz proboszcz z Królowego Mostu, robi wszystko, by uchronić tradycyjne wartości przed zagrożeniami ze
wschodu i zachodu w dobie globalizacji. Charyzmatyczny ksiądz jest absolutnym autorytetem dla lokalnej społeczności, a bez jego zgody nie może być podjęta żadna ważna decyzja. On też „namaszcza” burmistrza, jak i komendanta policji.

Ekumeniczna wspólnota, wzajemny szacunek

Ponieważ w centrum wydarzeń jest ksiądz proboszcz i jego parafianie, prawosławni mieszkańcy pokazani są raczej w tle. Generalnie jest tam ekumeniczna wspólnota i wzajemny szacunek, choć czasami słychać
drobne docinki, które jednak atmosfery nie mącą. Większość aktorów mówi ze śpiewnym wschodnim akcentem. W zasadzie nie mówią gwarą, ale często używają typowych dla Podlasia zwrotów typu
„bułka chleba” itp. Pojawia się szeptucha, szepcząca modlitwy i zaklęcia. W ogóle film jest mocno przesiąknięty kresowymi klimatami.

Bez nudy i dłużyzn

Film jest w zasadzie komedią, można powiedzieć, obyczajową, a każda część tej filmowej trylogii ma też swój wątek sensacyjny. Nie ma więc nudy ani dłużyzn. Ostatnio, podczas świąt, obejrzałem wszystkie części i stwierdziłem, że kolejne sequele Bromskiego są coraz lepsze! Przeważnie z sequelami jest tak, że dokręca się kolejne części, aby odcinać kupony od osiągniętego sukcesu. Przeważnie sequel jest trochę gorszy a kolejne dokrętki robione są już całkiem na siłę. U Bromskiego jest inaczej. Reżyser, w każdej z kolejnych części coraz bardziej się wgłębia, wgryza w kresową atmosferę. Po dobrym filmie był lepszy sequel a ostatnią dotychczasową część „U Pana Boga Za Miedzą” uważam za najlepszą. Z wielką nadzieją czekam więc na kolejną część.

Klaudiusz Wesołek

 

Polecamy