piątek, 21 stycznia, 2022

Dogadajmy się wszyscy poniżej podziałów. A Mejza to żaden konserwatysta  

Działanie niejakiego Mejzy ma być dowodem na to, że konserwatyzm, chrześcijaństwo, patriotyzm  i tradycyjne wartości należy wykorzenić – usłyszałem niedawno. Dla wyjaśnienia (sprawa wiceministra sportu jest tak żałosna, że nie poświęcamy jej szerzej własnych łamów): wiceminister sportu, Łukasz Mejza miał prowadzić firmę, która wyciągała od zrozpaczonych ludzi, rodziców dzieci walczących o życie, ciężko chorych, pieniądze na rzekomo wspaniale terapie. Rzecz w tym, że terapie te były szarlataneria, nie dawały efektów. Zapewniały za to zarobki ich propagatorom. I działanie posła Mejzy jest obrzydliwe, a z rządu powinien wylecieć jak najszybciej (czy tak się stało – nie wiem, czytacie ten tekst kilka dni po jego napisaniu). Nie rozumiem jednak, dlaczego haniebna działalność polityka ma być w jakikolwiek sposób kojarzona z konserwatyzmem, czy tradycyjnymi wartościami. Jest ona tych wartości zaprzeczeniem.

Wbrew wartościom 

To trochę tak, jakby jakiś polityk określający się jako liberał drastycznie podniósł podatki, a potem na tej podstawie ktoś zwalczał liberalizm gospodarczy jako rzekomo antyprzedsiebiorczy. A z przykładów życiowych – to, że prezes Prawa i Sprawiedliwości ma kota, naprawdę nie oznacza, że wszyscy właściciele, tudzież wielbiciele tych zwierząt sa zwolennikami PiS. co więcej, znam wielu kochających koty przedstawicieli antypisu. I nieprzepadających za Mruczkami radykalnych zwolenników partii rządzącej. Jeżeli Donald Tusk lamie przepisy drogowe i traci prawo jazdy, nie znaczy wcale o tym, że robi tak każdy zwolennik PO. Tak samo to, że poseł Mejza dopuścił się czegoś złego, nie znaczy, ze każdy konserwatysta tak robi. Co więcej, takie działanie jest konserwatyzmu zaprzeczeniem. I, żeby było jasne! Nie lekceważę tej sprawy. Poseł Mejza jest politykiem, powinien ponieść odpowiedzialność, do wyjaśnienie sprawy nie powinien być ministrem.

Test na konserwatyzm

To także test dla rządu i PiS, także na ich konserwatyzm. Bo, nie ukrywajmy – konserwatyzm partii rządzącej jest mocno wątpliwy, wybiorczy, czasem mało mądry. A brak reakcji na wyczyny Mejzy byłby kolejnym tego potwierdzeniem. Jest także sprawa wiceministra dowodem na to, że oczekiwania ludzi chcących budowy czegoś nowego, trzeciej siły, są niestety mrzonka. Bo nowe siły polityczne, które mogą się nam wyłonić z polskiego kotła, mogą mieć jakość jeszcze niższa. Ewentualnie taka sama jak te, które są. Co to oznacza? Ano to, o czym piszemy od lat. Należy budować społeczeństwo obywatelskie. Na dolach, ponad (a może poniżej) podziałami.  Niezależne media. Stowarzyszenia. Fundacje. Organizacje biznesowe. A polityków recenzować, mobilizować, oceniać. Nawet jeśli zostaną ci, którzy są, to przy silnym społeczeństwie będą musieli ze zdaniem obywateli się liczyć. Droga do tego bardzo daleka. Ale nie jest to droga nie do przebycia. Czas na użytkowe, nie na kolanach, traktowanie naszych polityków.

Polecamy