wtorek, 7 grudnia, 2021

Klaudiusz Wesołek o Wewnętrznych Kresach:  Zbrodnicza Etnografia na Sztandarach

Klaudiusz Wesołek o Wewnętrznych Kresach:

Zbrodnicza Etnografia na sztandarach

Etnografia jest bardzo interesującą i piękną nauką o grupach etnicznych i ich życiu i kulturze. Etnografię wschodnich części dzisiejszej Polski mogę nazwać swoim hobby. Pewnie, gdybym dziś był maturzystą, to wybrałbym taki kierunek studiów. Zastanawiające jest, że pewne etnograficzne teorie i hipotezy, nie do końca sprawdzone lub też wyciągnięte z szerszego kontekstu, gdy zostaną „wyniesione na sztandary”, stają się podstawą najbardziej zbrodniczych doktryn i idei. Myślę, że polityczną etnografia to największy zabójca wszechczasów.

Apogeum politycznej etnografii to koniec I Wojny Światowej. To był czas budowania nowego światowego ładu. Aby zniszczyć tradycyjne monarchie, na polityczne sztandary wyniesiona została etnografia. Wszystkie państwa, zwłaszcza te, budujące swą niepodległość, obok jednostek wojskowych, tworzyły jakby brygady swoich etnografów i etnologów. Oraz jakby dywizje polityków i publicystów, rozpowszechniające ich teorie etnograficzne, służące roszczeniom terytorialnym.

Nieuzasadnione roszczenia 

 I my ulegliśmy temu trendowi. Upomnieliśmy  się o ziemie, które nigdy nie należały do Polski ani do Rzeczpospolitej. Wysunęliśmy roszczenia do Orawy i Kysuc, chociaż na południu istniała tysiącletnia granica między ziemiami polskimi a ziemiami Korony Świętego Stefana (zwanych węgierskimi). Ulegliśmy panującej modzie (moim zdaniem chorej) na oparcie granic państwowych na etnografii. Bo tylko na niej oparta była Sprawa Kysuc i Orawy. Generalnie nie była to jednak dobra moda dla nas.  Na wschodzie otworzyła nam bramy piekielne i to na długie lata. Wysunięcie roszczeń, opartych o etnografię w stosunku do Kresów południowych, które częścią Polski nigdy nie były. Pośrednio wspierało roszczenia naszych wschodnich sąsiadów do tego, co nazywali swoimi „rdzennymi ziemiami”.

 „Etnograficzne piekło”

Przykładem prawdziwego „etnograficznego piekła” jest Ukraina. Jego apogeum to Wołyń roku 1943. Ale wszystko zaczęło się dużo wcześniej. Na początku ubiegłego wieku popularne były etnograficzne teoryjki o „rdzennych ziemiach” określonych narodów. Czy wręcz o „odwiecznych terytoriach etnicznych” przypisanych określonym narodom. W czasach poprzedzających Traktat Wersalski te teorie odegrały wielką rolę w nowym podziale Europy. Etnografia mocno zagnieździła się w ukraińskiej polityce i to nie tylko na nacjonalistycznych sztandarach. Politycznej etnografii długo trzymał się nawet Petlura a kiedy, w obliczu katastrofy, od niej odstąpił i znalazł kompromis graniczny z Polską, został potępiony. Nie tylko przez ukraińskich nacjonalistów ale też przez wielu działaczy własnej socjalistycznej partii.

 Przykład zbrodniczej etnografii

Czerwono-czarne barwy kojarzą się nam ze zbrodniczą partią banderowską, z najbardziej zbrodniczym odłamem ukraińskiego nacjonalizmu. To jeden z przykładów tego, do jak straszliwych zbrodni może prowadzić wyniesienie etnografii na polityczne sztandary. Podobno banderowcy zaadoptowali te barwy z ukraińskich wyszywanek. Ponoć czerwono-czarne hafty są typowe dla wszystkich grup etnicznych, uważanych, czy uważających się za ukraińskie, chyba tylko oprócz Hucułów, którzy mają wielokolorowe wyszywanki.

Tutaj widzimy więc jak etnografia, nie tylko w przenośni ale i dosłownie weszła  na polityczne sztandary. Czerwono-czarne flagi słusznie uważamy za symbol zła i złych Ukraińców, którzy są nam wrodzy (nie słuchajcie fałszywych tłumaczeń!). Przyłapałem się jednak na tym, że  podświadomie zacząłem źle patrzeć na czerwono-czarne ukraińskie wyszywanki. Tego też się trzeba strzec. Ja patrzę z nienawiścią na czerwono-czarne flagi ale jednocześnie staram się zachować sympatię do czerwono-czarnych soroczek, które nosiły obie moje babcie – jedna spolonizowana etniczna Niemka Wołyńska a druga Polka z ukraińską domieszką … Polsce i naszym sąsiadom potrzebny jest rozdział etnografii i polityki. 

Klaudiusz Wesołek

Polecamy