środa, 1 grudnia, 2021

Pomoc, odpowiedzialność, granica. (KOMENTARZ)

Odmawianie pomocy międzynarodowej w sprawie kryzysu wschodniego nie jest rzeczą mądrą. To trochę tak, jakbyśmy w 1939 roku mieli naprawdę dostać pomoc od Anglii i Francji. Ale dumni jej odmówili. A tylko umiędzynaradawiając problem możemy pogodzić dwie wartości – odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo i pomoc tym, którzy naprawdę tego potrzebują. Sami ani się nie obronimy, ani nikomu nie pomożemy.

Ostatnio pisaliśmy o tym, że nic absolutnie nie zwalnia państwa od obrony granic. Ale tez nic nas nie zwalnia od współczucia i okazania serca potrzebującym. Ale właśnie – okazanie owego serca i miłosierdzia absolutnie nie może być argumentem za naiwnością i pozwoleniem wschodnim zbrodniarzom (bo Putin i Łukaszenko są zbrodniarzami) na osiągnięcie ich celów. Bo będzie to tragedia nie tyle państwa polskiego, nie polityków, ale zwykłych ludzi, także tych niewinnych. Ucierpią i sami uchodźcy. Którzy są po stronie uchodźców. Im nie pomożemy, sobie zaszkodzimy. Jak zatem pogodzić realną pomoc, z obroną granic?

Strategia znana od lat

Przede wszystkim, to strategia zastosowana przez reżimy Putina i Łukaszenki znana jest od setek lat. Wywołanie przerażenia, współczucia. Dawniej barbarzyńscy najeźdźcy, napadając na społeczności cywilizowane, usiłowali je sterroryzować na przykład przywiązując  dzieci do maszyn oblężniczych. Efekt psychologiczny miał być konkretny – obrońcy wiedzieli, ze obrona to wyrok śmierci na niewinne dzieciaczki. Ale brak tej obrony kończył się chyba jeszcze bardziej tragicznie – śmiercią wszystkich mieszkańców, krwawą rzezią, która też nie oszczędzała tych, którzy byli wcześniej zakładnikami. Niedawno znajomy w mediach społecznościowych napisał, że wpuścić należy wszystkich, a służby są od tego, by sprawdzić kto jest zagrożeniem, kto nie jest. Postulat piękny, ale niestety całkowicie nierealny.

Przebrani w białoruskie mundury

W sytuacji, gdy Białoruś przebiera tych ludzi w mundury własnej  armii, mamy tam i realnie cierpiących uchodźców, i ludzi chcących się przedostać tu w celach materialnych, i żołnierzy białoruskiego reżimu. Wpuszczając ich na oślep jedynie zaszkodzimy sobie,  nie pomożemy nikomu. Jak zatem można pomoc? Należy przywrócić możliwość działania mediów, a także wrócić do pomysłu z konwojami humanitarnymi. Wysłać je na granice. I stosować nacisk na Białoruś, umiędzynarodawiając problem. To Łukaszenka będzie winny w oczach międzynarodowej opinii tego, że pomoc została zatrzymana. Ale tu jest istotna jedna kwestia. MUSI BYĆ to robione na poziomie europejskim, światowym.

Szkodliwe wypowiedzi

Teksty typu „Polska nie powinna prosić o pomoc międzynarodową”, „obcy nam niepotrzebni” są idiotyczne. To trochę tak, jakby w roku 1939 Francuzi i Anglicy chcieli nam pomóc. Polacy odpowiedzieliby, że „żadna pomoc nie jest potrzebna, z Hitlerem i Stalinem poradzimy sobie sami”. Teraz jest podobnie (zachowując wszelkie proporcje). Wpuszczenie migrantów to po pierwsze – ustąpienie przed terrorystą, po drugie – sprowadzenie realnych zagrożeń, po trzecie – i tak nikomu się  w ten sposób nie pomoże. Przeslanie pomocy konwojowej bez współpracy całej UE i NATO na Łukaszence wrażenia nie zrobi najmniejszego. Mocny nacisk na szczeblu międzynarodowym, zagrożenie realnymi sankcjami, to już zupełnie inna sprawa. Jedno nie ulega wątpliwości – spokojnie już było.

 

Polecamy