wtorek, 7 grudnia, 2021

KLAUDIUSZ WESOŁEK O KRESACH WEWNĘTRZNYCH. O magnacie, co chciał dać duszę za bliźnich

Słowa Ewangelii wg świętego Jana pouczają nas „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. We wszystkich interpretacjach, które czytałem lub słyszałem jest mowa o tym, że chodzi o poświęcenie ŻYCIA DOCZESNEGO. Może przyszła mi do głowy herezja. Wydaje mi się, że jeszcze większą miłością, tak stuprocentowo bezinteresowną, jest oddanie życia wiecznego za bliźnich. I nie są to jakieś moje abstrakcyjne rozważania. Ale refleksje, które mnie nawiedzają od kiedy poznałem historię kresowego magnata, wojewody brzeskiego Mikołaja Sapiehy z Kodnia.

Kodeń to wioska w południowej części historycznego Podlasia. Na południe od „zagięcia” Bugu, obecnie w Województwie Lubelskim. Kiedyś było to miasto, które, jak wiele miast na Podlasiu, podupadło po Potopie szwedzkim. Kodeń słynie głównie z sanktuarium maryjnego z cudownym obrazem Matki Bożej Kodeńskiej, zwanej też Madonną Gregoriańską czy MB di Guadelupe. Obraz ma długą historię i wiele legend z nim związanych. Ja chciałbym się skupić na tym, jak cudowny obraz trafił z prywatnej papieskiej kaplicy do kodeńskiego kościoła.

Cudowne uzdrowienie, rażąca niewdzięczność 

Historia zaczyna  się wiele lat przed szwedzkim potopem.  Mikołaj Sapieha, złożony wielką niemocą, postanowił szukać ratunku w pielgrzymce do Rzymu i modlitwie przed cudownym obrazem Madonny Gregoriańskiej. Dostęp do obrazu, znajdującego się w papieskiej kaplicy był trudny. Magnat użył jednak swoich wpływów, by móc uczestniczyć w papieskim nabożeństwie przed tym obrazem. I dostąpił cudu! Choroba ustąpiła. Sapieha nie okazał jednak wdzięczności papieżowi ale …postanowił obraz ukraść. Przekupił zakrystianina i po dokonaniu  zuchwałej  kradzieży udał się w drogę powrotną bocznymi drogami Italii. Był ścigany przez służby Państwa Kościelnego i sąsiednich italskich książąt. Kresowy wojewoda był jednak zaprawiony w wojnach podjazdowych, więc z pościgami sobie poradził.

Pomógł mieszkańcom Kodnia

Cudowny obraz znalazł się w kodeńskim kościele, pomagając mieszkańcom Kodnia i pielgrzymom w wyjednaniu łask Bożych. Zarówno dla ciała jak i dla ducha. Ciągle słychać było o kolejnych cudach. Niestety papież rzucił klątwę na Mikołaja Sapiehę. Patrząc na sprawę powierzchownie, można powiedzieć, że miał rację. Przecież Sapieha dopuścił się zuchwałej kradzieży i świętokradztwa. W dodatku okazał rażącą niewdzięczność, po tym, gdy dopuszczony przez papieża do obrazu, doznał cudownego uzdrowienia. Z drugiej strony, przecież wojewoda chciał, by obraz nie był zamknięty w papieskiej kaplicy,  ale wszystkim, nie tylko mieszkańcom Kodnia, ale też pielgrzymom z innych części Rzeczypospolitej i z całego świata.

Klątwa i wielka zasługa 

Klątwa kościelna oznaczała dla Sapiehy „śmierć cywilną” w katolickiej społeczności oraz wieczne potępienie. Pomimo tego, widząc łaski, których doznają ludzie dzięki temu obrazowi, obrazu zwrócić nie chciał. W jakimś sensie poświęcił więc swoje życie wieczne dla dobra braci swoich … Pewnie można byłoby długo dyskutować nad tym, co stałoby się z duszą Sapiehy po śmierci. Czy poszedłby do piekła czy wręcz przeciwnie, zostałby jednym  z największych świętych, którzy dla dobra braci swoich zaryzykowali nawet życie wieczne.

Niespodziewany zwrot

Na szczęście sprawa znalazła szczęśliwy finał jeszcze za jego doczesnego żywota. Jako senator przekonał króla Władysława Wazę, by zrezygnował z planowanego małżeństwa z protestantką. Sapieha, wzorem kanclerza Zamoyskiego, był zwolennikiem wolności religijnej przy zachowaniu katolickiej religii panującej. Najważniejszym znakiem panowania katolicyzmu w Rzeczypospolitej było dla niego to, że koronowane głowy króla i królowej muszą być katolickie. Papież był pełen uznania dla Sapiehy za przekonanie króla do tego, do czego nie mogli wcześniej przekonać go kościelni hierarchowie i nuncjusz papieski. Odwołał klątwę i wszystkie kary kościelne, które nałożył na wojewodę. Obraz pozostał już legalnie w Kodniu.

Zachęcam wszystkich do odwiedzenia Kodnia (po zakończeniu stanu wyjątkowego) i do przeczytania książki Zofii Kossak-Szczuckiej, która przedstawia zbeletryzowaną historię Mikołaja Sapiehy i kradzieży obrazu.

Klaudiusz Wesołek

Polecamy