wtorek, 7 grudnia, 2021

Bronić granic, pomagać ludziom. To nie musi stać w sprzeczności

Granicy bronić trzeba. Ale tez należy dopuścić pomoc humanitarna, umiędzynarodowić problem przez współpracę z Frontexem, pozwolić na granicy działać dziennikarzom. To test zarówno z odpowiedzialności, jak i ze człowieczeństwa.

Ciężko o brak emocji, ale w sprawie tego, co dzieje się na granicy warto pewne rzeczy na chłodno doprecyzować.

Po pierwsze – za tragedię tysięcy ludzi w największym stopniu  odpowiadają Łukaszenka i Putin. Ich celem jest destabilizacja sytuacji w regionie, a rozlew krwi jest dla nich scenariuszem wymarzonym.

Po drugie – granicy chronić trzeba, co do tego nie ma żadnej wątpliwości. Jak napisał Witold Jurasz, były dyplomata, dziś publicysta Onet.pl, bynajmniej niebędący miłośnikiem obecnego rządu, w tej sprawie należy być po prostu po stronie państwa. Pozwolenie na sforsowanie granicy doprowadziłoby do dalszej eskalacji.

„Celem Łukaszenki nie jest to, byśmy otworzyli granice dla tej czy innej grupy migrantów, ale to, byśmy zaczęli rozmawiać z Mińskiem bez warunku wstępnego, którym do tej pory było wypuszczenie więźniów politycznych na Białorusi. Drugim celem — tym razem już nie tylko Łukaszenki, ale i Putina — jest to, byśmy stali się członkiem UE i NATO drugiej kategorii. Tak by się stało, gdyby nasi sojusznicy zobaczyli, że nie potrafimy obronić wschodniej granicy UE będącej też wschodnią granicą NATO. Lekarstwem nie jest otwarcie przez nas wschodnich granic, bo oznaczałoby to powrót kontroli na naszych granicach zachodnich. Celem może też niestety być doprowadzenie do wymiany ognia tak, by stworzyć pretekst dla powstania rosyjskich baz wojskowych na terenie Białorusi – pisze w Onet.pl Witold Jurasz (cały artykuł przeczytaj TUTAJ)

Po trzecie – tragedie ludzkie są faktem i nic nie zwalnia nas z pomocy. Być może najlepszym sposobem są postulowane przez Kościół korytarze humanitarne.

Po czwarte – należy dopuścić na granicę, na tyle na ile to możliwe, organizacje humanitarne.

Po piąte – należy dopuścić Frontex. I nie chodzi o to, że ta organizacja miałaby zastąpić SG (faktycznie jest za słaba). Ale jej dopuszczenie umiędzynarodowiłoby problem.

Po szóste – na Półwyspie Koreańskim jest nie stan wyjątkowy czy wojenny, ale prawdziwa wojna, tyle, że trwa zawieszenie broni. A jednak w strefie granicznej, jednej z najbardziej niebezpiecznych miejsc świata, dziennikarze mogą się pojawiać. Oczywiście musza przestrzegać pewnych zasad. Również na granicy z Białorusią dziennikarze powinni zostać dopuszczeni. Rzetelne relacje mediów pozwoliłyby pokazać prawdę o tym, co dzieje się na granicy, bez propagandy  i teorii spiskowych.

Po siódme – temat ten nie powinien (a coraz bardziej się staje) być elementem walki politycznej. Mamy z jednej strony kwestię realnego zagrożenia wschodniej flanki Unii Europejskiej i NATO, cyniczną grę wschodniego mocarstwa i podlegającego mu satrapy. Z drugiej realne tragedie realnych ludzi. Naprawdę spory polityczne są ostatnia rzeczą, którą powinniśmy się dziś zajmować.

To test – zarówno z odpowiedzialności, jak i ze człowieczeństwa. Pomóc trzeba. Pozwolić na triumf wschodnich satrapów, a docelowo destabilizację i tragedię Europy, nie można.

Polecamy