niedziela, 24 października, 2021

Ich bin eine katze! W obronie miejskiego MRUCZKA! (KOMENTARZ)

W mediach społecznościowych znów ukazały się wpisy ostro atakujące miejskie koty. Jakoby były one zagrożeniem dla innych zwierząt, ale tych miłych (ptaków, ryjówek) a nie stanowiły żadnej ochrony przed szczurami i innymi szkodnikami. Z kolei niedawno autor jednej z poczytnych gazet przekonywał, że miejskie koty należy… pozabijać. Tymczasem czym innym jest nieodpowiedzialne wypuszczanie własnych kotów, czym innym kontrola populacji, czym innym jednak rzeczywista (i pożyteczna) rola wolnożyjących kotów w mieście.

Argumenty przeciwników kotów wolnożyjących w mieście są trzy. Pierwszy, że… coś takiego jak kot wolnożyjący nie istnieje. Że takie koty nie stanowią naturalnego ekosystemu i zabijają zwierzęta takie jak ptaki. Drugi, że koty wypuszczane z domów mogą też stanowić zagrożenie dla innych zwierząt. Trzeci, że populację kotów należy kontrolować. Jak jest w rzeczywistości?

Po pierwsze – w kwestii kotów wolnożyjących faktycznie są przyrodnicy, według których kot jest zwierzęciem udomowionym i na  wolności nie powinien występować. Są jednak i tacy, którzy uważają, że kot wolnożyjący wypełnia pustkę po żbiku – drapieżniku występującym w naturze, który jednak od lat stał się niezwykle rzadki.

Po drugie – faktycznie w jednym „kotosceptycy” mają rację. Problemem nie są koty żyjące na wolności, ale te wypuszczane przez właścicieli. Mogą one stanowić zagrożenie dla innych zwierząt. Jeśli są niesterylizowane mogą wpływać na niekontrolowany przyrost kociej populacji. Koty wypuszczane z domu padają też często ofiarami wypadków, a niezaszczepione chorób. Dlatego faktycznie – zdecydowanie lepiej jest koty trzymać w domu. Szczególnie w czasie trwającej epidemii wścieklizny.

I ostatnia kwestia. Bez wątpienia populację kotów wolnożyjących należy regulować. Są organizacje, które to robią. Wolontariusze fundacji wyłapują ciężarne kotki, pomagają w adopcji kociąt, sterylizują koty i kotki, dokarmiają zwierzęta wolnożyjące. Budowanie nastroju niechęci do tych zwierząt sprawia, że wcale nierzadkie są przypadki bestialskiego traktowania zwierząt. Na Mazowszu zdarzają się one niestety dość często.

Polecamy