środa, 1 grudnia, 2021

Klaudiusz Wesołek o wewnętrznych Kresach: NAWOŁOCZ

Na naszych wewnętrznych Kresach gościnność i otwartość jest pomieszana z pewnym dystansem wobec obcych. Nawet ci, którzy się tu osiedlą, przez dłuższy lub krótszy czas są uważani za „nawołocz” i traktowani jako obcy. Wynika to pewnie z tego, że ludzie, których uważają za „swoich”, nawet jeśli są innego wyznania, pochodzenia etnicznego, czy też są po prostu wredni, to jednak są przewidywalni, wiadomo czego można się po nich spodziewać. Nasuwa się tu dialog z „Samych Swoich”, gdy Pawlakowie znaleźli Karguli na Ziemiach Odzyskanych

-toż Kargul wróg najgorszy!

-ale swój, na własnej krwi wyhodowany!

Dlatego jest tu dystans do obcych, po których nie wiadomo czego się można spodziewać.

Po pewnym czasie, przybysze zostają przeważnie zaakceptowani jako nowi członkowie społeczności, ale do końca pozostają „najezdnymi” czyli już nie obcymi, ale i nie do końca „swoimi”. Dopiero ich dzieci, urodzone i wychowane w sąsiednich „gniazdach” stają się pełnymi członkami społeczności. Swojakiem może być tylko ktoś, kto się urodził i wychował w jednej wiosce lub w którejś z sąsiednich wiosek. Tożsamość tutejszych mieszkańców jest związana z najbliższą okolicą. Istotny jest też podział na Katolików i Prawosławnych (piszę dużymi literami, bo to bardziej podział etniczny niż religijny), ale on jest raczej na drugim miejscu.

Klaudiusz Wesołek

Polecamy