wtorek, 7 grudnia, 2021

Akurat ten spór z Unią Europejską jest totalnie bez sensu. Rzecz o reformie, której nie było

Polski rząd toczy ostry spór z Unią Europejską. Z jednej strony są słowa o europejskich wartościach i demokracji, praworządności i wiarygodności. Z drugiej o suwerenności Polski,  dobru człowieka i obywatela,  prawie do reformowania wymiaru sprawiedliwości. Wreszcie o konieczności jego zreformowania u nas. Wszystko pięknie. Rzecz w tym, że samo meritum sporu dotyczy rzeczy, której tak naprawdę nie ma. Bo reforma okazała się totalną fikcją. Doprowadziła do bardzo ostrego sporu z opozycją i konfliktu społecznego, ostrego sporu ze środowiskiem sędziowskim, wojny dyplomatycznej z Unią Europejską. Tymczasem poza wymianą paru kolesi i zwiększenia bałaganu w sądownictwie reforma nie poprawiła nic!

Żeby było jasne – reforma sądów, a szerzej całego wymiaru sprawiedliwości (także na naszych łamach określanego jako wymiar (nie)sprawiedliwości) jest niezbędna. Pracowałem przez lata w tabloidzie, gdzie pomyłki sędziów były opisywane nader często. Także w „Nowym Telegrafie Warszawskim” opisywaliśmy sprawę Mirosława Ciełuszeckiego, przedsiębiorcy, którego gehenna sądowa trwa od blisko dwóch dekad.

Tragedia Ciełuszeckiego

Stracił firmę, majątek, siedział w areszcie, a proces toczy się do dziś. I nie może skończyć. Ciełuszeckiego sądziły sądy III RP i proces pokazuje ich patologię. Reforma była konieczna. Problem polega jednak na tym, że we wspomnianej sprawie oskarżała prokuratura. I zaangażowani w sprawę prokuratorzy awansowali już za tzw. dobrej zmiany. Gdy sąd orzekł, że przedsiębiorca nie mógł oszukać zarządu spółki, bo sam był jednoosobowym zarządem, obserwatorzy procesu twierdzili, że to skończy sprawę. Prokuratura nie będzie się przecież od tak oczywistego wyroku odwoływać. Nie będzie się ośmieszać. Dobra wiara okazała się naiwnością, podległa Zbigniewowi Ziobrze instytucja  złożyła apelację. W sądzie proces się nie skończył. Niestety, takich spraw jest wiele.

Zmian systemowych nie ma w ogóle. Personalne są sprowadzone jedynie do promowania „swoich”. Sądy nie działają bynajmniej szybciej. Izba Dyscyplinarna jest parodią samej siebie. Skompromitowani sędziowie nadal są bezkarni. A  jedno, co się rządzącym udało, to nieustanna zadyma. W Polsce, ze środowiskiem prawniczym. I w Unii Europejskiej.

Reforma konieczna, ale…

I jeszcze raz podkreślę – tak, reforma była potrzebna. Tak, zdaję sobie sprawę, że tego typu zmiany wymagają czasem (a w zasadzie zawsze) pójścia na wojnę. Wiem, że poprzednicy PiS na reformie wymiaru sprawiedliwości nawet nie polegli. Oni wycofali się rakiem, by czasem nikogo nie urazić. Ale czym innym jest przeprowadzenie trudnej, wymagającej odwagi reformy na przekór wpływowym środowiskom. Czym innym wywołanie awantury z wpływowymi środowiskami i doprowadzenie do międzynarodowego konfliktu bez robienia czegokolwiek.

Zmiana w sądownictwie nie może polegać na jego upolitycznieniu, ale na uczynieniu naprawdę niezwisłym i proobywatelskim. Jak jest, każdy widzi.  A najgorszą rzeczą jest ta, że jedna strona konfliktu szczyci się pozorowanymi (tam gdzie były konieczne) bądź upartyjniającymi zmianami. I proponują rozwiązania coraz głupsze (kadłubowy Sąd Najwyższy). Druga strona natomiast wrzeszczy, że chce, by było jak było. A to oznacza, że o mądrej reformie na najbliższe dekady możemy zapomnieć. A wymiar (nie)sprawiedliwości pozostanie nienaruszony.

Polecamy