niedziela, 24 października, 2021

Podtrzymujemy. Porażkami w Ekstraklasie nie ma się co (zbytnio) przejmować

Droga do sukcesu w Ekstraklasie wiedzie przez Europę. Nie należy się więc martwić porażkami w PKO BP ekstraklasie. Po fatalnym (tego nikt nie kwestionuje) spotkaniu  w Gdańsku znów legioniści są na  cenzurowanym. Że co to jest, żeby drużyna tak dobrze grała w pucharach i tak fatalnie w lidze. I przyznać trzeba – gra w Ekstraklasie pozostawia bardzo wiele do życzenia. Bo nawet jakby legionistom dopisać sześć punktów w meczach  zaległych to byliby w ligowej czołówce, ale nie na „pucharowym  miejscu”. Poza tym… skąd pewność,  że zaległe mecze byłyby wygrane? A póki co jest miejsce piętnaste. Tuż nad strefą spadkową. Przyczyna jest jasna – zbyt mało transferów, pozwolenie na opuszczenie klubu prze kilku piłkarzy. Można się zastanawiać, czy Legia z Juranoviciem i Wszołkiem (nie mówiąc o kontuzjowanym Kapustce) byłaby w stanie grać na dwa fronty. Gdyby doszło do jeszcze kilku wzmocnień, byłaby w stanie na pewno. Ale mleko się rozlało. Kapustka doznał kontuzji, Wszołek odszedł przed sezonem, Juranović w trakcie. A teraz wypadł w dodatku Boruc. A jednak Legia wyjścia nie ma i trzeba grać tymi, których ma. A skoro tak, nie wolno powtórzyć błędu Lecha, który w ubiegłym sezonie odpuścił ważne mecze w pucharach, bo musiał wygrać ze słabiutkim Podbeskidziem. Z Ligi Europy Kolejorz odpadł bez historii. A w Ekstraklasie do historii przeszedł – pierwszy raz od lat nie gra w pucharach. Legia musi działać odwrotnie. Napisać piękną historię w Lidze Europy. Jest  na dobrej drodze. Zimą będzie czas na  transfery. A wiosną – na kontynuację gry w pucharach i z dalszych pozycji w Ekstraklasie zaatakowanie czołówki. Nawet po słabej rundzie jesiennej można w lidze wszystko odrobić. Ale droga  do sukcesu wiedzie dziś przez Europę. I owszem, porażkami w Ekstraklasie należy się martwić, bo to nic dobrego. Ale nie należy martwić się nimi zbyt mocno.

Polecamy