niedziela, 24 października, 2021

Ochrona zwierząt nie jest głupia. Ale działania niektórych jej wyznawców już tak. Rzecz o zakazie wędkowania

Wędkarstwo nie jest moim sportem, nigdy nie łowiłem ryb. Znam ludzi, którzy sport ten uprawiają od lat. Wielu z nich robi to dla sportu, złowione ryby wypuszcza, nie robiąc im żadnej  krzywdy. W związku z tym mocno zdziwił mnie  pomysł posłanki Sylwii Spurek, która zaproponowała całkowity zakaz wędkowania w Unii Europejskiej.

Po pierwsze – wędkowanie nie jest największym problemem z punktu widzenia samej dbałości o dobrostan zwierząt. Co więcej – to wędkarze często starają się dbać o to, by nad wodą było czyściej, bo jest to w ich interesie. A coraz więcej osób wędkujących ryby wypuszcza, nie łowi je po to, by zabić.

Po drugie – rozumiem promowanie ekologicznej żywności. Mięsa z lepszych hodowli, jajek od kur z wolnego wybiegu itd. Jednak czym innym jest dbanie  dobrostan zwierząt i ich lepsze traktowanie, a czym innym chęć wprowadzenie tępych zakazów. Zakaz jedzenia mięsa, zaraz po nim zakaz picia mleka i jedzenia jaj, wędkowania. Toż to bolszewizm w czystej  formie.

Po trzecie – działania takie są przeciwskuteczne także w kontekście ochrony zwierząt. Bo skutki mogą być dwa. Albo – jeśli nie daj Boże pani Spurek zyskałaby większość – zamordyzm i nowy totalitaryzm, w imię rzekomo wyższego dobra. Albo – co bradziej prawdopodobne – nastąpi ośmieszenie ochrony zwierząt w ogóle. A patrząc na reakcje chyba idzie to w tę właśnie stronę.

Tymczasem z fatalnym traktowaniem zwierząt w Europie, Polsce, ale też Warszawie mamy do czynienia nader często. Psychole znęcające się nad zwierzakami pozostają często bezkarni. A bestialstwo to opisywaliśmy również na naszych łamach. Ale dla niektórych większym problemem jest wędkowanie.

Andrzej Maksymowicz

Polecamy