wtorek, 21 września, 2021

Legia w strefie spadkowej. Tego nie było od bardzo dawna. Ale to nie powód, by bić na trwogę

Nie należy wpadać w panikę, bo oczywiście wszystko się odwróci. Legia Warszawa gra w fazie grupowej Ligi Europy, ma najlepszy skład i chyba najlepszego trenera w lidze. Do tego ma mecze zaległe, które gdyby rozegrała, byłaby wyżej. A jednak fakt, że mistrz Polski znalazł się w strefie spadkowej jest rozczarowaniem. Szczególnie, że legioniści nie ustrzegli się kilku porażek, jak ostatnia kuriozalna ze Śląskiem.

Legia Warszawa po II wojnie światowej ani razu nie spadła z ligi. Ostatni raz przed spadkiem broniła się w sezonie 1991/92. Rok wcześniej doszła do półfinału Pucharu Zdobywców Pucharów. Była ostatnim polskim zespołem, który doszedł tak daleko w europejskich rozgrywkach. Ale pucharu Polski nie wywalczyła (w finale przegrała z GKS Katowice) a w lidze zajęła miejsce w środku tabeli. W efekcie po sezonie z Legii odeszło kilku ważnych zawodników, a także trener Władysław Stachurski. Kolejny sezon to walka o utrzymanie.

Fatalna była szczególnie jesień, po której legioniści zajmowali zaledwie 15., spadkowe miejsce w tabeli. Wiosną było już znacznie lepiej i udało się w fajnym stylu utrzymać. A kolejny sezon to już wzmocnienia i wywalczone, a potem odebrane mistrzostwo Polski. Potem już były mistrzostwa, gra w Lidze Mistrzów, pasmo sukcesów. W poprzednim sezonie Legia  wywalczyła po raz kolejny mistrzostwo Polski. W europejskich pucharach radzi sobie dobrze – awansowała do fazy grupowej Ligi Europy. Ale w lidze jest na razie gorzej. Podopieczni Czesława Michniewicza zajmują szesnaste miejsce. Niżej są tylko beniaminkowie – Bruk-Bet Termalica Nieciecza oraz Górnik Łęczna.

Bez przełożonych spotkań byłoby wyżej

Owszem – niektóre mecze, z uwagi na puchary zostały przełożone. Gdyby w nich był komplet punktów, Legia w tabeli byłaby znacznie wyżej. Ale też w meczach rozegranych mistrzowie Polski nie ustrzegli się poważnych wpadek. Wspomnieć można choćby porażkę w Radomiu z Radomiakiem, Krakowie z Wisłą, czy teraz we Wrocławiu ze Śląskiem.

Przypomnijmy, że legioniści do te pory wygrali z Wisłą Płock 1:0, potem przegrali z Radomiakiem w Radomiu 1:3. Mecz z Zagłębiem został przełożony. Potem była wygrana 2:0 z Poznaniu z Wartą. I znów przełożone spotkanie z Bruk-Betem. Wreszcie porażki na wyjeździe z Wisłą i ostatnia ze Śląskiem.

Oczywiście nie należy bić na trwogę. Warto zauważyć, że porażki w złym stylu były na samym początku rozgrywek. We Wrocławiu legioniści byli zespołem wyraźnie lepszym, wrocławianie zdobyli kuriozalną (choć prawidłową) bramkę, mistrzom Polski należał się też rzut karny. Poza tym – Legia grała na razie mecze głównie na wyjeździe. Przełożone spotkania miały być rozegrane na stadionie przy Łazienkowskiej. Więc wydaje się, że byłoby w nich sześć punktów. Gdyby je  dopisać, mistrzowie Polski zajmowaliby miejsce… trzecie. A jeśliby punkty zaległe miała Pogoń Szczecin, to czwarte.

Początek trudny, ale bez paniki

By bić na trwogę jest więc stanowczo za wcześnie. Ale też nie zmienia to faktu, że początek sezonu to nie jest dla legionistów bułka z masłem. Bo o owszem, strefa spadkowa to stan chwilowy, przypadkowy i bardziej rozpatrywać go można w kategorii ciekawostki. Ale też miejsce trzecie bądź czwarte, które realnie przy komplecie spotkań zajmowaliby legioniści, na pewno nie satysfakcjonuje ani klubu, ani kibiców. Bo realnie patrząc, biorąc pod uwagę potencjał klubu, mistrzostwo Polski wywalczane z dużą przewagę jest dla legionistów obowiązkiem.

 

Polecamy