czwartek, 23 września, 2021

Ci, co chcą się „ogrzać” na beatyfikacji srodze się rozczarują (KOMENTARZ)

Błogosławieni to owoce na lata, tu i teraz jest najmniej ważne

Pląsający na religijnych uroczystościach polityczni karierowicze oraz budujący swą pozycję na sojuszu ołtarza z tronem skompromitowani hierarchowie nie przesłonią wielkości nowych błogosławionych. I im więcej czasu od beatyfikacji upłynie, tym bardziej zauważać będziemy jej pozytywne owoce.

Beatyfikacja kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz matki Elżbiety Róży Czackiej zdaniem znawców tematyki kościelnej może być kołem ratunkowym dla przeżywającego kryzys polskiego katolicyzmu. Ale też wszelkie pozytywne owoce uhonorowania wybitnych postaci poznamy za wiele lat. Dziś widać spłycanie tematu, chcących zbić na beatyfikacji kapitał polityków. Czy skompromitowanego, ukaranego przez Watykan hierarchę, który koniecznie musiał na beatyfikacji się pojawić. Ale te zgrzyty są w gruncie rzeczy sprawą czwartorzędną. Przesłanie zarówno prymasa, jak i matki Czackiej jest uniwersalne. A politycy „ogrzewający się” na rozmaitych wydarzeniach religijnych przeminą szybciej niż im się zdaje.

Słuszne, (nie)słuszne oburzenie

Po beatyfikacji Prymasa Tysiąclecia oraz założycielki ośrodka dla niewidomych w Laskach pod Warszawą nie brak głosów oburzenia. Z jednej strony  tym, że pojawił się abp Sławoj Leszek Głódź. Były bp polowy Wojska Polskiego, potem ordynariusz warszawsko-praski, następnie metropolita gdański ma wydany przez Watykan zakaz uczestniczenia w religijnych uroczystościach na terenie diecezji gdańskiej. Warszawa to nie Gdańsk, więc zgodnie z prawem mógł w uroczystości wziąć udział. Ale obyczaj, kultura, poczucie smaku, nakazywałaby coś zgoła przeciwnego. Ale jak widać tego zabrakło.

Nie brak też głosów oburzenia na polityków, którzy zamierzają się „ogrzewać” na beatyfikacji. W Świątyni Opatrzności Bożej pojawili się przedstawiciele najwyższych władz państwowych i samorządowych. Zarówno ze strony PiS (prezydent Andrzej Duda, wicepremier Jarosław Kaczyński, czy premier Mateusz Morawiecki) jak i PO (marszałek Senatu Tomasz Grodzki). Część komentatorów wścieka się widząc Jacka Kurskiego. Prezes TVP słynął ostatnio z kościelnego unieważnienia małżeństwa, ślubu i chrzcin z wielką pompą przy udziale biskupów. W głosach oburzenia, częściowo niesłusznych (władze państwowe uczestniczą, bo państwowy jest charakter uroczystości) a częściowo słusznych (chęć robienia sobie PR przez polityków jest tu oczywista) widać jedną niepokojącą rzecz. Próbę dyskredytowania samych postaci nowych błogosławionych.

Wielkie postacie spoza utartego schematu

Tymczasem Elżbieta Róża Czacka to w ogóle postać działająca społecznie, na rzecz niewidomych. Osoba, której nie da się zaszufladkować politycznie. Zaś prymas Wyszyński to człowiek, który prezentował postawę całkowicie nonkonformistyczną. By uniknąć rozlewu krwi zawarł bardzo bolesne porozumienie Kościoła z władzami komunistycznymi. Ale gdy władze próbowały wpływać na Kościół mówił głośne non possumus, za co na trzy lata został uwięziony.

Arcybiskup Głódź, który słynął ze świetnych kontaktów z władzą i to zarówno tą z nadania SLD, jak i PiS, jest w kontekście relacji z politykami prymasa przeciwieństwem. Politycy chcący się ogrzać na beatyfikacji pasują do nowych błogosławionych jak pięść do nosa. Ale też jest to zjawisko normalne. Dotyczy i religii, i innych dziedzin życia – kultury, sportu. Gdy nasi zawodnicy osiągają międzynarodowe sukcesy, rządzący zazwyczaj pod sukcesy te chcą się  podpiąć. I  efekty tego są mizerne. Bo czy ktoś pamięta, że drużynę Kazimierza Górskiego zapraszał do siebie Edward Gierek? No nie. A drużyna z roku 1982, która gdy w Polsce trwał stan wojenny zdobyła trzecie miejsce na mistrzostwach świata w Hiszpanii, wręcz grała na przekór władzy, a decydujący o wejściu do pierwszej czwórki mecz z ZSRR jest tu zdarzeniem symbolicznym.

Im więcej minie czasu, tym bardziej zobaczymy owoce

A więc „ogrzewający się” na rozmaitych wydarzeniach politycy jeśli osiągają jakieś cele to tylko krótkoterminowo. I to nawet w sprawach przyziemnych, takich jak sport. W sprawach wiary działa to jeszcze mocniej. Bo przypomnienie wybitnych postaci będzie owocowało na lata. W przypadku Elżbiety Róży Czackiej mamy pokazaną drogę Kościoła charytatywnego, schylającego się do ludzi chorych, cierpiących, niepełnosprawnych. To jedna z dróg Kościoła. Postać Prymasa Tysiąclecia to z kolei przykład Kościoła umiejącego zachowując ortodoksję i wartości dostosować się do sytuacji. Ale też przykład nonkonformizmu i mądrego podejścia do władzy. Pląsający na religijnych uroczystościach polityczni karierowicze oraz budujący swą pozycję na sojuszu ołtarza z tronem skompromitowani hierarchowie nie przesłonią wielkości nowych błogosławionych. I im więcej czasu od beatyfikacji upłynie, tym bardziej zauważać będziemy jej pozytywne owoce.

Polecamy