wtorek, 21 września, 2021

Konieczny plan na pokonanie ostrego zakrętu (KOMENTARZ)

Koniec lat czterdziestych ubiegłego stulecia był jednym ze straszniejszych epizodów w naszej historii. Polska przeszła II wojnę światową, okupację hitlerowską. „Wyzwolenie” kraju polegało tak naprawdę na narzuceniu przy pomocy sowieckich bagnetów kolejnej okupacji i zbrodniczego ustroju. Szalał stalinowski terror. W wyniku ugody mocarstw w Jałcie Polskę przesunięto kilkaset kilometrów na Zachód. Straciliśmy całe Kresy Wschodnie. Wiele miast, w tym dwa niezwykle ważne ośrodki – Wilno i Lwów. Warszawa została niemal zrównana z ziemią. Dostaliśmy owszem nowe ziemie i miasta – Gdańsk, Wrocław, Szczecin. Trzeba je było jednak zasiedlić i organizować na „ziemiach odzyskanych” życie. Miliony ludzi zostało przesiedlone ze Wschodu na Zachód. W tym czasie nowym prymasem Polski i biskupem Warszawy i Gniezna został najmłodszy członek episkopatu, wcześniejszy biskup lubelski, Stefan Wyszyński. Określił Kościół na nowo. Zorganizował go. Umiał gdy trzeba zawierać trudne kompromisy z komunistyczną władzą, gdy trzeba mówić Non Possumus. Kościołem rządził do 1981 roku. Gdy  zmarł, Polska była katolicka. Polak był papieżem. A instytucja Kościoła cieszyła się wielkim autorytetem także wśród niewierzących. Dziś Kościół przeżywa potężny kryzys. W Polsce oprócz skandali lustracyjnych i pedofilskich mamy też postępującą laicyzację i zwyczajne zobojętnienie ludzi na sprawy wiary. I właśnie w tym czasie Prymas Tysiąclecia zostaje 12 września, z ponad rocznym, spowodowanym pandemią opóźnieniem, wyniesiony na ołtarze. Razem z nim błogosławioną zostaje matka Elżbieta Róza Czacka, założycielka ośrodka dla niewidomych w Laskach. Beatyfikacja Prymasa każe zadać pytania o to, czy Polsce i Warszawie wciąż jest potrzebny Kościół, jeśli tak, to jak powinien wyglądać. I co może wyniknąć z beatyfikacji Stefana Wyszyńskiego. Odpowiedź na pierwsze pytanie jest jednoznaczna – jak pisał Chesterton, gdy człowiek przestanie wierzyć w Boga, uwierzy we wszystko. Dlatego wiara, Kościół, są potrzebne. Ale też instytucja ta wymaga poprawy. Wyraźnej zmiany. Ważna jest tu rola samych katolików świeckich. I na pewno Prymas Tysiąclecia może być tu inspiracją. Pod jednym warunkiem – nie może być brany dosłownie jeden do jednego. Bo wyzwania są dziś inne. Ale w jednej kwestii sytuacja przypomina tę z lat czterdziestych – Kościół, Polska, ale i Europa są na zakręcie. I konieczny jest program na to, jak ten zakręt pokonać. A dokonać tego może ktoś na miarę Wyszyńskiego. Choć nie może być jego kopistą.

12 września to także data śmierci (w 2004 roku) Marka Karpia. Twórcy Ośrodka Studiów Wschodnich. Prawie dwadzieścia lat temu Karp został oskarżony w kuriozalnym procesie razem z przedsiębiorcą Mirosławem Ciełuszeckim. Dyrektor OSW zmarł kilka tygodni po tajemniczym wypadku. A proces Ciełuszeckiego toczy się do dziś, opisywaliśmy go wiele razy na naszych łamach.

Po  wakacjach komunikacja miejska w stolicy wróciła niby do przedwakacyjnych rozkładów. Ale tramwaje i spora część autobusów jeżdżą tak, jak w czasie wakacji. W efekcie tłok w komunikacji się zwiększył. A mieszkańcy nie kryją oburzenia.

Wakacje się skończyły a więc i „Nowy Telegraf Warszawski” wraca do stałego trybu – tygodnika do pobrania w sieci i raz w tygodniu wydania drukowanego. Mamy także nową stronę internetową www.telegraf24.eu trwają na niej ostatnie, kosmetyczne już prace.

 

Polecamy