poniedziałek, 20 września, 2021

Sąd wypuszcza z aresztu trzech bandytów i prokuratora. Szokujące decyzje w Warszawie

W krótkim czasie sądy w Warszawie podjęły dwie szokujące decyzje. Sąd wypuścił na wolność oskarżonych o brutalne zabójstwo premiera PRL Piotra Jaroszewicza i jego żony. Celę opuścił też prokurator z zarzutem przyjęcia gigantycznej łapówki od osób zamieszanych w bestialski atak na staruszkę, którą oblano kwasem (pani Ania zmarła na wskutek poparzeń). 

Proces zabójców małżeństwa Jaroszewiczów oraz bestialski mord na staruszcze, która zmarła po oblaniu kwasem, opisywaliśmy na bieżąco w „Nowym Telegrafie Warszawskim”. Prawdziwy szok wywołało wypuszczenie na wolność oskarżonych o zabójstwo byłego premiera i jego żony. A także prokuratora, który miał przyjąć kasę od celebrytki w zamian za pobłażliwość wobec sprawcy mordu na  staruszce. Skąd takie decyzje sądu?

Pościg trwał ćwierć wieku

Były premier PRL Piotr Jaroszewicz i jego żona dziennikarka Alicja Solska zostali zamordowani we własnym domu latem 1992 r. Poszukiwania sprawców trwały ponad ćwierć wieku. O śledztwie Prokuratury Okręgowej w Krakowie przeciwko trzem mężczyznom – Dariuszowi S., Robertowi S., Marcinowi B. – obecnie oskarżonym o mord w Aninie, pisaliśmy wielokrotnie.

O tym z kim mamy do czynienia świadczy fragment komunikatu prokuratury wydany po zakończeniu śledztwa.

„W momencie opuszczania przez sprawców domu pokrzywdzonych, już w godzinach porannych, Piotr Jaroszewicz wyswobodził się z więzów. W trakcie ponownej próby jego obezwładnienia (…), gdy inni sprawcy trzymali go za ręce w celu uniemożliwienia obrony został uduszony przez Roberta S.” – ujawniono. Chwilę później Robert S. ze sztucerem w ręku, poszedł do łazienki, gdzie leżała związana Alicja Solska. Bez wahania zastrzelił kobietę.

Proces bandytów, którzy w przeszłości należeli do „gangu karateków”, toczy się przed Sądem Okręgowym w Warszawie. Gdy wyjaśnienia składali oskarżeni nierzadko na sali rozpraw padały szokujące słowa.

„W niedorzeczny sposób bandzior tłumaczył dlaczego zgodził się pójść „na robotę” z Robertem S. Jego słowa zabrzmiały przerażająco. Był ciekaw… co się wydarzy. „Poszedłem tam jak do kina” – relacjonowaliśmy w kwietniu tego roku.

Opuścili celę

Dlatego zdumiewająco zabrzmiała informacja z końcówki sierpnia. Choć do końca procesu jeszcze bardzo daleko, to sąd uchylił areszt stosowany wobec całej trójki. Wprawdzie Dariusz S. pozostał za kratkami, ale tylko dlatego, że ma do odsiedzenia wyrok za inne przestępstwo – porwanie dziecka.

Natomiast Robert S. (on oprócz zbrodni w Aninie, odpowiada także za podwójny mord w Gdyni) i Marcin B. wyszli na wolność.

Oczywiście, prokuratura zaskarżyła postanowienie, ale równocześnie jednoznacznie skomentowała sytuację.

„Decyzja Sądu Okręgowego w Warszawie (…) jest tym bardziej zaskakująca, że sąd wydał ją, mimo że żaden z oskarżonych nie składał wniosku o uchylenie tymczasowego aresztowania” – podkreśliła Prokuratura Okręgowa w Krakowie.

Teraz to, czy bandyci wrócą za kratki, zależy od Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Rozpatrzy on zażalenie prokuratury. Można się domyślić, że Robert S. i Marcin B. są pod „czujną opieką” odpowiednich służb. Jeśli będzie dojdzie do zmiany decyzji, to szybką wrócą za kratki.

Zbrodnia i łapówka

Minęło niewiele czasu, a wybuchł skandal w innej głośnej sprawie toczącej się przed sądem w Warszawie. Sprawie, którą „Nowy Telegraf Warszawski” opisywał od dawna.

Chodzi o atak na staruszkę – mieszkankę bloku przy ulicy Jagiellońskiej na Pradze Północ. 24 marca 2014 r. kobieta wyszła na spacer z psem. Gdy wysiadała z windy, została oblana kwasem. Zmarła w szpitalu wskutek odniesionych obrażeń. Bandyci bardzo długo pozostawali bezkarni, ale w końcu zostali namierzeni i zatrzymani.

Wpadli Piotr G. – bezpośredni sprawca ataku, zleceniodawca Maciej M. i jego znajomy Adam J. Okazało się, że atak był zemstą za zeznania złożone w innym postępowaniu. Później wyszło na jaw, że bandyta się pomylił i zaatakował niewłaściwą osobę. Oczywiście, wszyscy trafili do aresztu –  Maciej M. wpadł na lotnisku, gdy wracał z egzotycznych wakacji.

Pobłażliwość prokuratora

O dziwo, Adam J. dość szybko odzyskał wolność i wyszedł za niewielkim poręczeniem majątkowym. Według Wydziału Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej stało się tak, bo prokurator prowadzący śledztwo wziął gigantyczną łapówkę. Kwota robi wrażenie, miał przyjąć okrągły milion złotych! Dowodem miała być m.in. treści rozmów telefonicznych, które rejestrowano. Gdy Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego uchyliła Andrzejowi Z. chroniący go immunitet, w październiku zeszłego roku prawnik został zatrzymany przez agentów Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Potem  został tymczasowo aresztowany.

Śledztwo przeciwko prokuratorowi, Adamowi J., jego przyjaciółce (celebrytce znanej z telewizyjnego show) zakończyło się w kwietniu tego roku. Do dądu trafił akt oskarżenia. Andrzej Z. miał poczekać na wyrok za kratkami. Przebywał w areszcie śledczym w Piotrkowie Trybunalskim.

Szokujące decyzje

W zeszłym tygodniu stało się jednak coś zaskakującego. Wyszło bowiem na jaw, że prokurator od kilkunastu dni… przebywa na wolności.

Decyzję podjęła Sędzia Sądu Rejonowego dla Warszawy Śródmieścia. 20 sierpnia wydała postanowienie o uchyleniu aresztu stosowanego wobec Andrzeja Z. Informację potwierdziła sekcja prasowa Sądu Okręgowego. Nieznane jest na razie uzasadnienie. Ta sama sędzia kilka dni później podjęła jednak jeszcze jedną ważną decyzję. Z głównego procesu dotyczącego wręczenia ogromnej korzyści majątkowej, wątek prokuratora… wyłączono do odrębnego postępowania. To dość zaskakujący ruch, bo przecież działania pozostałych oskarżonych były ściśle powiązane z zachowaniem Andrzeja Z.

Polityczne okoliczności?

Dlaczego więc zdecydowano się na taki ruch? Z dostępnych informacji wynika , że wpływ na to miały okoliczności ściśle powiązane z polityką. Według sędzi, uchylenie immunitetu Andrzejowi Z. i wyrażenie zgody na tymczasowe aresztowanie, wydane przez Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego, było nieskuteczne. Czyli sędzia zakwestionowała działalność ID SN. „W ocenie Sądu z uwagi na brak skutecznego zezwolenia na ściganie karne niemożliwe jest prowadzenie w stosunku do wyżej wymienionego postępowania jurysdykcyjnego” – poinformował Sąd Okręgowy w Warszawie.

Cytowany w mediach rzecznik Prokuratury Krajowej prokurator Łukasz Łapczyński stwierdził, że sytuacja stworzona przez sąd tworzy chaos prawny. Można być pewnym, że to nie koniec tej historii. Do sprawy będziemy wracać.

Łucja Czechowska

Polecamy