poniedziałek, 27 września, 2021

Sukces ewidentny. Trenera i zespołu. Zarząd delikatnie mówiąc nie pomógł za wiele

Sukces mistrzów Polski jest ewidentny. Legia Warszawa ograła faworyzowaną Slavię Praga. Awansowała do fazy grupowej Ligi Europy. To sukces. Bo w ostatnich latach warszawski klub nie rozpieszczał kibiców. Wpadki z drużynami na przykład z Luksemburga są najlepszym tego przykładem. Ale też warto wspomnieć wcześniejszy czas. Dziesięć lat temu Legia ograła Spartaka Moskwa. Awansowała do Ligi Europy. Przeszła grupę. W kolejnych sezonach kilka razy zagrała w fazie grupowej. W roku 2014 była bliska Ligi Mistrzów (głupi walkower odwrócił wyniki wygranego dwumeczu z Celtikiem).

Wreszcie w sezonie 2016/17 była faza grupowa Ligi Mistrzów. W grupie trzecie miejsce. I awans do 1/16 Ligi Europy. Tam dramatyczny dwumecz z Ajaksem. Późniejszym finalistą. Wydawało się, że Legia będzie regularnie grać w Lidze Europy. A okazjonalnie w Lidze Mistrzów. Niestety, przez kolejnych pięć lat legioniści ani razu nie awansowali do fazy grupowej. Nie było w tym przypadku. Fatalne wybory szkoleniowców. Osłabianie klubu. Kompromitacje z drużynami z Luksemburga. Dopiero pojawienie się Czesława Michniewicza doprowadziło do sytuacji, w której zespół, choć nie najsilniejszy kadrowo, potrafi taktyką przeciwstawić się mocniejszym od siebie.

Trudno się oprzeć wrażeniu, że zarząd specjalnie nie pomagał.  Bo jak  za pomocne uznać brak realnych wzmocnień drużyny? Czy pozwolenie na to, by kluczowy piłkarz, reprezentant Chorwacji mógł sobie odejść między dwoma kluczowymi spotkaniami? Jeszcze gdyby w grę wchodziła jakaś wielka kasa. A tu pieniądze, jakie zarobił klub to grosze. Szczególnie biorąc pod uwagę znaczenie klubu, jakim jest Legia oraz znaczenie samego zawodnika. Uczestnika ostatnich mistrzostw Europy w barwach jednej z najlepszych drużyn świata. Oczywiście awans do Ligi Europy jest ogromnym sukcesem. Trenera i zespołu. Rolą zarządu powinno być to, by takie sukcesy stały się dniem powszednim. (AZ)

Polecamy