poniedziałek, 20 września, 2021

Nie miała litości dla malutkich dzieci. Ta zbrodnia wstrząsnęła Pragą

Minęło już niemal sześć lat, a tragedia, która rozegrała się przy ulicy Stalowej, nadal przeraża. Zamordowana została Paulina L., zginęły także jej malutkie dzieci. Cała trójka padła ofiarą zbrodni popełnionej przez Magdalenę M., która jest pierwszą kobietą skazaną przez praski sąd na karę dożywotniego pozbawienia wolności.

(Materiał z cyklu „Archiwum Telegrafu”, prezentujący najważniejsze teksty w naszej gazecie)

To była noc z 1 na 2 listopada 2015 roku. Lokatorzy kamienicy przy ulicy Stalowej zorientowali się, że z mieszkania na parterze wydobywają się kłęby dymu. Oczywiście, wezwano straż pożarną, ale zanim pomoc dotarła, świadkowie dramatu próbowali na własną rękę ratować sąsiadów. Bo wiedzieli, że w środku na pewno przebywa 26-letnia Paulina L. wraz z dwójką dzieci. 8-letnią Oliwią i rocznym Norbertem. Niestety, niewiele mogli już zrobić. Jeden z ratowników, który wszedł do mieszkania, powiedział coś co do dziś mrozi krew w żyłach: „dziewczynka leżała koło okna, a tuż za nią chłopiec”. Oboje nie żyli! Strażacy szybko ugasili ogień, ale gdy sprawdzali pogorzelisko, znaleźli trzecią ofiarę – matkę dzieci. Od razu rozpoczęto zabezpieczanie śladów tragedii, aby ustalić jej przyczynę. Niemal natychmiast stało się jasne, że to nie był nieszczęśliwy wypadek, a celowe podpalenie. Sekcja zwłok maluchów wykazała, że przyczyną śmierci Oliwii i Norberta było zatrucie dwutlenkiem węgla – czyli zginęli wskutek pożaru. Natomiast oględziny ciała kobiety dały wstrząsające informacje – odkryto liczne rany zadane ostrym narzędziem, a więc kobieta została zamordowana. Kto zabił Paulinę L.? Policjanci zatrzymali kilka osób, ale większość zwolniono, bo nie mieli nic wspólnego z dramatycznymi wydarzeniami. Za kratkami pozostała tylko jedna. Magdalena M., mieszkanka Pragi, kilka lat starsza od Pauliny, jej bliska znajoma, niektórzy używali nawet określenia „przyjaciółka”. Mająca poważny problem z narkotykami. Podczas przesłuchań potwierdziła, że tamtego wieczora była w mieszkaniu Pauliny. Niemal od razu przyznała się do zabójstwa i opowiedziała, jak doszło do tragedii. Kobiety znały się od dawna, pomagały sobie, wspólnie próbowały nieco zarobić. Tamtego dnia przed cmentarzem handlowały cukierkami własnej roboty, tzw. „pańską skórką” – dlatego początkowo spekulowano, że doszło pomiędzy nimi do sprzeczki o pieniądze. Konflikt rzeczywiście istniał, ale z innego powodu. Magdalena M. obwiniała Paulinę L., że rozpadł się jej związek w pewnym mężczyzną.   Wieczorem napisała smsa, że chciałaby porozmawiać, a koleżanka, która miała pod opieką dzieci, zaprosiła ją do siebie. Podczas spotkania wybuchła karczemna kłótnia, Paulina wyprosiła gościa. „Wtedy to się stało” – powiedziała prokuratorowi Magdalena M. (te słowa były później wielokrotnie cytowane). Złapała za nóż, zadała wiele ciosów, poderżnęła ofierze gardło. Zabiła. Najpierw uciekła z miejsca zbrodni, ale wkrótce wróciła. Aby okraść martwą kobietę, zabrała gotówkę, telefony komórkowe, nawet zdjęła pierścionki z palców zmarłej. Na koniec postanowiła zatrzeć ślady. Chociaż doskonale wiedziała, że w pokoju obok śpią Oliwia i malutki Norbert, to zaprószyła ogień, a wychodząc przekręciła klucz w zamku. W ten sposób pozbawiła dzieci jakiejkolwiek szansy na ucieczkę. Podczas śledztwa ustalono również co zrobiła tuż po zabójstwie. Kobieta błyskawicznie sprzedała zrabowane przedmioty, a gotówkę przegrała na maszynach, tzw. „jednorękich bandytach”. Później siedziała na murku i popijając piwo obserwowała z oddali akcję ratowniczą przy ul. Stalowej. Magdalena M. przyznała się do zabójstwa Pauliny L., kategorycznie jednak zaprzeczała, aby chciała zrobić krzywdę dzieciom. Prokuratura była innego zdania. Uznała, że skoro  podłożyła ogień w mieszkaniu, w którym spała Oliwia z Norbertem i zamknęła drzwi, to godziła się z ich śmiercią. Dlatego została oskarżona o potrójnym mord. Proces toczył się przed Sądem Okręgowym Warszawa Praga. Podczas rozpraw nie brakowało emocji, ale w punktu widzenia stron niewiele nowego się wydarzyło – w pełni potwierdzono materiał dowodowy zgromadzony w śledztwie. Wyrok zapadł w czerwcu 2017 r. Magdalena M. została uznana za winną wszystkich zbrodni i skazano ją na dożywocie. W uzasadnieniu sędzia Piotr Gocławski podkreślił, że kobieta działała z niskich pobudek, nie uwierzył także w szczerość skruchy. Wprawdzie obrona zaskarżyła orzeczenie, ale kilka miesięcy później Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał je w mocy.

Łucja Czechowska

fot. Freeimages.com

(Materiał przypominamy w ramach cyklu najważniejszych artykułów, które ukazały się w naszej gazecie)

Polecamy