poniedziałek, 20 września, 2021

Kamionek, Praga, Ossów, Radzymin.  Zwycięstwo przyszło na prawym brzegu

Ostatnich kilkaset lat historii Pragi ma charakter symboliczny. To tu mieliśmy tragiczną rzeź w 1794 roku, krwawą bitwę o Olszynkę Grochowską w roku 1831. Ale też największy triumf nowożytnego polskiego oręża – Bitwa Warszawska 1920 roku – związany jest z Pragą i szerzej diecezją warszawsko-praską. Walki na przedpolach Ossowa, Radzymin, Kamionek – gdzie ostatnią mszę przed śmiercią odprawił ksiądz Ignacy Skorupka. To zdarzenia i miejsca symboliczne. Praska strona Wisły była głównym teatrem krwawych zmagań w sierpniu 1920 roku.

Wybudowana w okresie międzywojennym obecna konkatedra Matki Bożej Zwycięskiej na Kamionku powstała na miejscu prastarej parafii i XIII wiecznego cmentarza. Warszawiacy wybudowali nowy kościół jako wotum dziękczynne za wygraną bitwę. Obok świątyni miał powstać też łuk triumfalny na cześć wielkiego zwycięstwa. Plany te przerwał wybuch II wojny światowej. Potem okres komunistyczny, w którym wspominanie o pogonieniu bolszewików było używając obecnej terminologii niepoprawne politycznie.

Bitwa wciąż nie upamiętniona

Od transformacji ustrojowej minęło  przeszło trzydzieści lat. I wciąż ciężko oprzeć się wrażeniu, że Bitwa Warszawska nie jest dostatecznie uhonorowana. Co więcej, pojawiły się głosy ją deprecjonujące. Słowa o tym, że Polacy powinni… przegrać, bo wtedy nie byłoby Hitlera (sic!).  Prawda jest taka, że porażka w tamtej bitwie doprowadziłaby nie tylko do klęski i zniknięcia Polski z mapy świata, ale też do rozprzestrzenienia się bolszewizmu po całej Europie. Rewolucyjne nastroje panowały bowiem chociażby w Niemczech. Co więcej – terror, jaki nieśli ze sobą bolszewicy ciężko porównać z czymkolwiek innym. No, może z rzeziami armii Czyngis Chana.

Obdzieranie ludzi ze skóry, mordy, gwałty na kobietach, palone wsie, świątynie i domy. Takie zdarzenia nie były jednostkowe. Dla mieszkańców zajmowanych przez Armię Czerwoną terenów były niestety  na porządku dziennym.  Bestialstwo bolszewików do dziś jeży włosy na głowie. Ze strony wschodniej nacierała dzicz, którą udało się powstrzymać. Zwycięstwo 1920 roku jest dziś deprecjonowane przez lewicę i niedoceniane, spychane na dalszy plan przez sporą część prawicy. Woli ona czcić rocznice kolejnych narodowych klęsk. Wciąż nie ma porządnego muzeum, o łuku triumfalnym nie wspominając.

Antoni Zankowicz

(obszerny fragment artykułu, który ukazał się  w dodatku praskim naszej gazety, niestety, słowa o braku muzeum dwa lata po publikacji artykułu wciąż są aktualne)

 

Polecamy