czwartek, 23 września, 2021

Areszt wydobywczy patologią Polski. I najgorszy przestępca zasługuje na proces!

Pozornie wszystko się w działaniu prokuratury zgadza. Winna podłego czynu najpewniej nie uniknie sprawiedliwości. Kobieta doprowadziła do wypadku drogowego. Zginął człowiek. Sprawczyni była w stanie nietrzeźwości. Nie, nie stanie po spożyciu. A więc nie było sytuacji, że wypiła dzień wcześniej, a coś zostało. Nie była po lekach. Ilość alkoholu była tak olbrzymia, że kierująca musiała wsiąść za kierownicę zaraz po ostrym piciu. I zabiła człowieka. Zasługuje na karę. Ale jest  jedna rzecz, która w działaniu prokuratury budzi wątpliwości, a nawet niepokój. Otóż akt oskarżenia do sądu trafił w lipcu. A do wypadku doszło w październiku. Oznacza to, że w areszcie podejrzana spędziła aż osiem miesięcy. Tyle czasu śledczym zajęło przygotowanie materiału dowodowego i sporządzenie aktu oskarżenia. Tymczasem sprawa powinna być czytelna – trzy miesiące aresztu służą temu, by zebrać dowody, przygotować akt oskarżenia, i, by człowiek oskarżony miał zapewniony uczciwy proces. Proces, podczas którego będą rozpatrzone wszelkie okoliczności łagodzące jak i obciążające, a na koniec zapadnie wyrok. W tym wypadku – jesteśmy przekonani – powinien być surowy. Ale NIC nie usprawiedliwia działań tak zwanych aresztów wydobywczych, które trzymają ludzi bez wyroków i aktów oskarżenia w celi, a na wyrok czeka się latami. To nie uczciwe – i wobec pamięci ofiar i ich rodzin. I wobec pokrzywdzonych. I wobec, tak, tak, oskarżonego. Szybki i uczciwy proces powinien być prawem każdego. Jest ktoś winny – niech usłyszy wyrok, choćby i 25 lat. Niewinny, niech będzie uniewinniony. Ale działalność aresztów wydobywczych nie powinna w Polsce mieć miejsca. W innym razie cywilizowanym krajem na pewno nie będziemy.

Polecamy