czwartek, 23 września, 2021

Ktoś doniósł na „Borkosia”. Nie podoba się ratowanie ludzkiego życia i zdrowia?

Wolontariusz Marcin „Borkoś” Borkowski od dawna niesie po pracy pomoc warszawiakom, których życie i zdrowie jest zagrożone. Jako medyczny ratownik jeździ do różnych zdarzeń. Jednak ratowanie życia i zdrowia komuś się najwyraźniej nie spodobało. Jak informuje TVN Warszawa ratownik padł ofiarą donosu. Ktoś zgłosił, że „Borkoś” używa bez uprawnień niebieskich świateł sygnalizacyjnych. Wolontariusz musiał zapłacić grzywnę.

„Borkoś” ogólnopolskiej, szerszej publiczności mógł dać się poznać w programie Hejt Park „Kanału Sportowego” na YouTube, gdzie był ekspertem po meczu Dania – Finlandia, gdy na oczach świata zasłabł Christian Eriksen. Duńczyk ocalał dzięki dobrze przeprowadzonej reanimacji, a w programie z udziałem także m. in. prowadzącego Krzysztofa Stanowskiego oraz bramkarza Augsburga Rafała Gikiewicza „Borkoś” udzielił lekcji z pierwszej pomocy. Od lat pracę ratownika medycznego w karetce łączy z wolontariatem – w wolnym czasie, o określonych godzinach jeździ na motorze i często potrafi jako pierwszy dotrzeć (unikając korków) na miejsce zdarzeń. Między innymi to „Borkoś” dotarł jako pierwszy pod most Grota Roweckiego, gdy doszło na  nim do makabrycznego wypadku autobusu, który spadł z wiaduktu. Niestety, działalność wolontariusza, choć jednoznacznie pozytywna, komuś się nie spodobała. Jak poinformował portal TVN Warszawa na policję trafił donos, że mężczyzna bez uprawnień korzysta z niebieskich – uprzywilejowanych świateł sygnalizacyjnych. Efekt? Ratownik zapłacił grzywnę, ale co gorsza – musiał zaprzestać z korzystania świateł, co wydłuża jego czas dojazdu do potrzebujących. Artykuł na ten temat ukazał się na stronie tvnwarszawa.pl.

(źródło: TVN Warszawa)

freeimages.com

 

Polecamy