czwartek, 5 sierpnia, 2021

Lata 50., wyrok na nastolatków z Woli. Cztery razy KARA ŚMIERCI

Bracia Wałachowscy założyli – wraz z kolegami – tajną organizację, która rzekomo miała walczyć z komunistami. Dokonywali jednak rabunkowych napadów, a broń zdobywali strzelając do milicjantów. Wpadli szybko. Proces konspiratorów był pokazowy, a wyroki surowe. Czterech bardzo młodych mężczyzn zostało skazanych na karę śmierci. Egzekucję wykonano.

W latach ’50 rozegrało się wiele ludzkich dramatów. Polscy patrioci byli łamani przez komunistyczny aparat represji. Ogromna rzesza ludzi wtrącona została do więzienia, a na wielu popełniono zbrodnię sądową. W groteskowych posiedzeniach udających procesy byli skazywani na karę śmierci i mordowani. Być może dlatego historia braci Wałachowskich z Warszawy i ich kolegów nie jest zbyt dobrze znana. Dość rzadko pojawiają się publikacje na ich temat. Być może również dlatego, że nie jest czarno-biała. W internecie można znaleźć listę osób skazanych na karę śmierci po 1945 roku. W makabrycznym spisie podawane jest imię i nazwisko, datę wydania wyroku, a także lakoniczny opis sprawy. Krótka notka informuje, że w październiku 1952 roku najsurowszy wymiar kary usłyszeli Leszek Wałachowski, Robert Wałachowski, Marian Malinowski, Eugeniusz Szczyciński. „W 1951 roku w Warszawie banda braci Wałachowskich dokonała kilkunastu napadów rabunkowych na taksówkarzy i sklepy w dzielnicy Wola. Dokonali również kilku napadów na milicjantów w celu pozyskania broni palnej i amunicji. W trakcie tych „akcji pozyskania broni” zginęło dwóch milicjantów. Pierwszego zabójstwa dokonali w Warszawie, drugiego w Lublinie. W obu przypadkach ofiary zostały zastrzelone. Przywódcą bandy był Leszek Wałachowski. Na trzech członkach bandy i jej liderze wyrok przez powieszenie wykonano w lutym 1953 roku w Warszawie” – można przeczytać na wikipedia.org Zapewne wiele osób będzie zbulwersowanych tym opisem, bo niby nie podaje nieprawdy, ale równocześnie przemilcza istotne fakty. Uzyskamy je z innych źródeł. Chociażby z reportażu sądowego Heleny Kowalik „Chłopcy z Woli”, który pięć lat temu opublikowany został na łamach wprost.pl. Wałachowscy pochodzili z Woli. Ojciec nie ukrywał niechęci wobec „nowej władzy”, a synowie poszli jego tropem. Chcieli walczyć z komunistami. Na początku 1952 roku 19-letni Robert wraz z grupą kolegów założył tajną organizację. Należeli do niej Jan Wydrzyński, Ryszard Kaczmarski, Eugeniusz Szczyciński i Marian Malinowski. Wówczas zabrakło nieco starszego Leszka Wałachowski, bo odbywał służbę wojskową w jednostce w Dęblinie, ale wiedział co się dzieje.  23 marca zdezerterował i zabrał pistolet z dwoma magazynkami oraz kilkudziesięcioma sztukami amunicji. Zdołał dotrzeć do Warszawy. Pierwszą zbrodnię popełnili przy ulicy Chłodnej, gdy zabili plutonowego Tadeusza T. Strzelili mu w plecy. Martwemu milicjantowi zabrali pistolet z magazynkiem. Później były rabunkowe napady. Planowali dalej zdobywać gotówkę w taki sposób, ale potrzebowali więcej broni. 21 kwietnia czekali przed blokiem, w którym mieszkali ubecy. Postrzelili jednego z nich, zabrali pistolet i uciekli. Następnie pojechali do Lublina, zastrzelili uzbrojonego, ale pijanego milicjanta. Po powrocie do Warszawy dokonali napadu na sklep odzieżowy. Wtedy strzelili do ścigającego ich ekspedienta. Na szczęście Robert Wałachowski nie trafił. Oczywiście, milicjanci i funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa wszczęły poszukiwania sprawców, ale początkowo bez efektów. Wałachowscy i ich koledzy wiedzieli, że wkrótce mogą wpaść. Dlatego postanowili dokonać wielkiego napadu. Na cel wzięli salon jubilerski na Nowym Świecie. Sterroryzowali bronią ekspedientki, zdobyli łup warty ponad 200 tysięcy złotych. Niemal natychmiast Lech Wałachowski – wraz ze świeżo poślubioną żoną i ojcem – wyjechali do Szczecina. Stamtąd chcieli na statku uciec za granicę. Gorący czas zamierzali spędzić u znajomego, ale go nie zastali. Po dwóch dniach postanowili wracać do Warszawy. Na dworcu zatrzymał ich jednak patrol milicji, doszło do strzelaniny. Ranny Lech wpadł. W tym samym czasie w Warszawie zatrzymano pozostałych członków grupy. „Z akt IPN wynika, że doniósł na nich kuzyn ojca Jana Wydrzyńskiego. Od dawna był TW o pseudonimie „Łukasz”. Na polecenie UB wyciągał od krewnego potrzebne Urzędowi Bezpieczeństwa informacje. Stary Wydrzyński, który pracował jako mechanik w bazie remontowej MBP, martwił się, że syn popadł w złe towarzystwo. „Łukasz” poszedł tym tropem. Okazał się wytrawnym szpiclem. Już w jednym z pierwszych meldunków doniósł, że 19-letni Wydrzyński spotyka się z braćmi Wałachowskimi, prawdopodobnie założyli tajną organizację do walki z komunistami. Szukają broni” – relacjonowała Helena Kowalik. Proces członków grupy trwał zaledwie trzy dni. Bracia Wałachowscy, Malinowski i Szczuciński zostali skazani na karę śmierci, a wyrok wykonano 11 lutego 1953 roku. Kaczmarski zmarł w więzieniu, a Wydrzyński choć skazany na dożywocie, to dzięki amnestii wyszedł na wolność.

Łucja Czechowska

 

Polecamy