czwartek, 17 czerwca, 2021

Zrównanie płac kobiet. Pytanie nie czy, ale jak!

Jako konserwatywna feministka z częścią postulatów lewicowych działaczek się nie zgadzam, ale nad częścią warto, a nawet trzeba się pochylić. Niezwykle ważną kwestią (obok przemocy wobec kobiet chyba najważniejszą) są niesprawiedliwe płace. To znaczy, że na tych samych stanowiskach panowie zarabiają więcej niż panie. Czasem dużo więcej. Mam koleżankę, która ukończyła doskonałą uczelnię w Wielkiej Brytanii i drugą uczelnię, też jedną z lepszych w Polsce. Zna kilkanaście języków obcych i pracuje na kierowniczym stanowisku. I okazuje się, że jej podwładny, facet, ma pensję o jakieś 3 tysiące wyższą… Do tego dochodzi sprawa urlopów macierzyńskich. Kobiety po tych urlopach często tracą dodatki, premie itd. W przypadku, gdy państwo ma niby  dbać o poprawę fatalnej sytuacji demograficznej, dyskryminacja mam, które urodziły, jest delikatnie mówiąc chora. Co do samych pensji, najważniejsze jest  to, by to było zrobione mądrze. Żeby nie była to przeprowadzona urawniłowka na zasadzie – pensje kobiety i mężczyzny są zawsze równe. Bo niektórzy mają takie pomysły. Zamiast tego powinna być zasada wynagrodzeń według stanowisk. I płace należy uzależnić od: stanowiska, wykształcenia, umiejętności. A podczas rozmaitych konkursów, prace pisemne należy szyfrować, tak, by komisje nie wiedziały z kim mają do czynienia. Na pewno złą rzeczą byłoby wprowadzenie zasady  np. paytetu przy zatrudnieniu w prywatnych firmach itd. Natomiast zakaz dyskryminacji ze względu na płeć – jak najbardziej tak!

 

Polecamy