czwartek, 17 czerwca, 2021

Z archiwum Telegrafu. „Po co mnożyć łby hydry”

Ekologizm, LGBT, gender, feminizm – to tylko niektóre „ideologie”, z którymi moi przyjaciele konserwatyści chcą walczyć. Gdybym ich posłuchał, sam jako konserwatysta musiałbym dzień rozpoczynać od środków uspokajających, w ciągu dnia zapijać je gorzałką, kończyć środkami usypiającymi, bez gwarancji, że po kracie browara, litrze wódy i kilogramach lekarstw zasnę. Bo gender, ekolodzy, feministki… tak by było, gdybym panikarzy posłuchał. Rzeczywistość jest jednak troszeczkę inna. Ale po kolei.

Obecna konserwatywna prawica w Polsce i na całym świecie przeżywa mocny kryzys intelektualny. Jedni, jak chadecy w Niemczech, Hiszpanii, czy konserwatyści w Wielkiej Brytanii przestają być faktycznymi konserwatystami. Inni mnożą wrogów. I budują klaustrofobiczny świat, w którym naprawdę strach żyć. Tylko w ubiegłym roku usłyszeliśmy o zagrożeniu ze strony gender, feminizmu, LGBT, ekologizmu. Takie stawianie sprawy jest mało rozsądne. Krytycy skrajnych ruchów ekologicznych, feministycznych, LGBT, mają rację widząc w nich zagrożenie. Atakując ich ideologie wpadają jednak w pułapkę już na poziomie języka.

 Po pierwsze – druga strona może powiedzieć – zaraz, zaraz – przecież nie każdy, kto troszczy się o przyrodę, chce zakazu jedzenia mięsa, czy zjadania dzieci. Nie każdy homoseksualista chce zakazania mówienia słów mama i tata. Nie każda feministka chce aborcji, rozwalenia rodziny – w Stanach Zjednoczonych są bardzo silne chrześcijańskie ruchy feministyczne. Przeciwnicy konserwatyzmu zyskują doskonały argument – oto prawackie świry, chcą niszczyć przyrodę, bić kobiety, tępić inaczej myślących. Że tak nie jest? Nieważne – strasząc sami siebie szeregiem groźnych ideologii sami narażamy się na śmieszność i ataki ze strony skrajnej lewicy.

Po drugie – konserwatystom bynajmniej nie pomagają ci działacze prawicy, którzy w imię walki z „wrażymi ideologiami” chcą się im przeciwstawić i wystawiają psa na huk petard, twierdzą, że bicie żony jest cool (na złość feministkom) a samochód musi spalać najwięcej ile się da, by zrobić na złość „ekologistom”.

Po trzecie wreszcie – mnożenie wrogów jest drogą donikąd. W rzeczywistości przeciwnik dla wartości konserwatywnych jest jeden – ten sam od lat. Roboczo można ją nazwać neobolszewizmem. Ideologia wpisująca na swoje sztandary rzeczy szczytne – jak dbałość o środowisko, prawa kobiet, prawa człowieka. Odpowiedzią nie powinien być strach, ale zdecydowana obrona wartości tradycyjnych, takich jak Bóg, honor, ojczyzna, rodzina. Z rzeczywistym szacunkiem do kobiet i mądrą troską o przyrodę nie stoi to w sprzeczności.  

(Materiał przypominamy w ramach cyklu najważniejszych artykułów, które ukazału się w naszej gazecie) 

Polecamy