niedziela, 26 września, 2021

Kalizm i nasizm pospolity (KOMENTARZ)

Pisałem już o tym, ale powtarzania nigdy za wiele. Polską polityką, niestety też publicystyką, rządzą zjawiska KALIZMU i NASIZMU pospolitego. Polegają one na tym, że niczym sienkiewiczowski Kali plemiona walczące w wojnie polsko-polskiej relatywizują i wybielają wszelkie grzechy własnej strony politycznej/ideowej, jednocześnie piętnując (nieraz słusznie) grzechy strony przeciwnej. Zło? Złodziejstwo? Agresja i hejt? Nie są problemem, gdy dopuszczają się ich „nasi”. Ale należy je potępić, gdy „nasi” padają ofiarami.

I tak, fanatyczni zwolennicy strony prawej oburzają się (słusznie) o ataki na świątynie, mówią o konieczności szacunku wobec miejsc kultu i prywatnej własności. A nie przeszkadza im niszczenie zabytków i własności prywatnej, podpalanie mieszkań 11 listopada. Druga strona odwrotnie. Oburza się (słusznie) na podpalenie mieszkań, i jednocześnie broni niszczenia świątyń, zakłócania Mszy Świętych. Niestety, w polskiej rzeczywistości dwa fanatyczne plemiona podzieliły Polskę między siebie. To niebezpieczne o tyle, że nawet jeśli przyjmiemy, że któraś z tych grup jest nam bliższa i ma rację, w imię wyższych celów i wartości może pogrzebać wszystko. I tak – w imię patriotyzmu i tradycji z jednej strony, a w imię wolności i demokracji z drugiej strony,  każda z nich zapętli się tak, że gdy dojdzie do władzy, drugiej części społeczeństwa zafunduje piekło. Tymczasem  muszą być uniwersalne zasady, reguły. Dlatego w Nowym Telegrafie Warszawskim staramy się (choć każdy z nas ma swoje poglądy) trzymać pewien dystans do polityków i polityki. 

(Materiał przypominamy w ramach cyklu najważniejszych artykułów, które ukazału się w naszej gazecie) 

 

 

 

 

Polecamy