sobota, 25 września, 2021

4 czerwca – święto Polaków, nie polityków! (KOMENTARZ)

W dyskusji o rocznicy 4 czerwca 1989 roku dominują dwie narracje – obydwie fałszywe. Pierwsza, że dzień ten był datą powtórnego odzyskania niepodległości, upadku komuny. Druga, że tak naprawdę był przypieczętowaniem umowy okrągłego stołu, porozumienia między władzami komunistycznymi i liderami Solidarności.

fot. Wisstula/Wikipedia By Wistula – Praca własna, CC BY 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=15460197

W rzeczywistości był to dzień, w którym Polacy pokazali – poprzez akt wyborczy – czerwoną kartkę komunistom. Na pewno udaremnili część porozumień okrągłego stołu (tych, w myśl których Jaruzelski miał być prezydentem przez sześć lat, rządzić mieli komuniści, wspierani jedynie przez część opozycji. Jednocześnie jednak nie był to 11 listopada 1918 roku. Transformacja była procesem, postępującym na zasadzie krok do przodu, krok do tyłu. Na pytanie, czy 4 czerwca powinien być świętem, odpowiedź brzmi „TAK”. Ale świętem upamiętniającym jednoznaczny sprzeciw Polaków wobec systemu, a nie „ugodę ponad podziałami”, jak chcieliby to niektórzy z apologetów Okrągłego Stołu. Bo akurat działanie Polaków wtedy było jednoznacznym pokazaniem czerwonej kartki systemowi komunistycznemu i władzom PRL!

Przypomnijmy – wybory 1989 roku były częściowo wolne do Sejmu – 1/3 wybierano demokratycznie, 2/3 przypaść miało tzw. liście krajowej, czyli komunistom z PZPR i partii satelickich – ZSL (Zjednoczone Stronnictwo Ludowe)  i SD (Stronnictwo Demokratyczne). W pełni demokratyczne były wybory do Senatu. Głosowanie zaskoczyło wszystkich. Przy dużej frekwencji w w wyborach,  99 na 100 miejsc w Senacie przypadło działaczom opozycji, a w wyborach do Sejmu Polacy gremialnie odrzucili listę krajową. Dwa tygodnie później, 18 czerwca doszło do farsy – kolejnego głosowania, tzw. drugiej tury (ordynację zmieniano na potrzebę tamtych wyborów, ad hoc!), w której frekwencja była już niska, i w której miejsca w Sejmie zapewnili sobie ludzie ówczesnej władzy. Wyłonił się więc solidarnościowy Senat i zdominowany przez komunistów Sejm PRL. Sejm ów w sierpniu wybrał prezydenta PRL – został nim generał Wojciech Jaruzelski, który na premiera wyznaczył generała Czesława Kiszczaka. Miało to utrwalać władzę komunistyczną. Na szczęście proces uruchomiony kartką wyborczą 4 czerwca był już nie do zatrzymania. I zdawali sobie z tego sprawę także komuniści. Doszło do porozumienia SD i ZSL z solidarnościowym OKP (Obywatelski Klub Parlamentarny). I premierem został desygnowany przez obóz Solidarności Tadeusz Mazowiecki. W rządzie tym było jednak wciąż kilku ludzi dawnej władzy, między innymi Kiszczak jako szef MSW i gen. Florian Siwicki jako szef MON. Najpierw były zmiany symboliczne – zmieniono nazwę kraju na Rzeczpospolita Polska, orzeł w godle odzyskał koronę. W roku 1990 odeszli z rządu komunistyczni generałowie, potem zmieniono SB na Urząd Ochrony Państwa. Wreszcie przeprowadzono pierwsze demokratyczne wybory prezydenta RP, które w grudniu 1990 roku wygrał Lech Wałęsa. Był drugi rząd solidarnościowy Jana Krzysztofa Bieleckego. I dopiero jesienią 1991 roku odbyły się pierwsze demokratyczne wybory do Sejmu i Senatu, po których wyłoniono rząd mec. Jana Olszewskiego. Pierwszy, który rozpoczął rozmowy o wejściu Polski do NATO. Rosyjscy żołnierze wyszli z Polski dopiero we wrześniu 1993 roku. Do NATO nasz kraj przystąpił w marcu 1999. Prawie dziesięć lat od pierwszych wyborów. Trudno więc mówić, by jakaś data była konkretną datą upadku systemu komunistycznego. Ale 4 czerwca jest niewątpliwie ważny, jako rocznica wyrażenia powszechnej niezgody społeczeństwa na komunistyczne rządy. Bez tego władza wojskowej junty mogłaby potrwać dłużej. Dlatego warto 4 czerwca świętować, ale wiedząc, co się świętuje.

Polecamy