piątek, 18 czerwca, 2021

(Nie)bliskie dojazdy poważnym kłopotem

 W stolicy uderza brak jakiegokolwiek planu działania ze strony decydentów. Widać to na przykładzie zieleni, ale też na przykładzie komunikacji miejskiej. Jeżeli ktoś dojeżdża komunikacją z, lub do podwarszawskich miejscowości, może być z działania owej komunikacji zadowolony. Oczywiście zależy jeszcze, gdzie musi dojeżdżać.

Ale – Szybka Kolej Miejska działa w miarę dobrze, Warszawska Kolej Dojazdowa też jak najbardziej na plus. I przejechanie na przykład z Pruszkowa na Pragę-Południe nie zajmuje jakoś bardzo wiele czasu. Dojazd jest  dogodny. Gorzej jest z dojazdem pomiędzy poszczególnymi dzielnicami. A najgorzej, z jazdą w ramach konkretnych dzielnic. Na przykład w dzień świąteczny, by przejechać z ulicy Międzyborskiej na wysokości Stanisława Augusta na Gocław w rejon ulicy Abrahama, czy Umińskiego, trzeba albo wsiąść w autobus 135 (w weekend jeżdżący dość rzadko) i stamtąd spory kawałek dojść pieszo (dla osoby zdrowej – nie problem, dla kogoś z chorobami układu ruchu, już gorzej), bądź podjechać tramwajem na rondo Wiatraczna, tam przesiąść się na 123 lub 148. Generalnie – łatwy ten dojazd nie jest. W dni powszednie problemu nie ma – jest autobus 311. Ale w weekendy i święta, ciężko. To tylko jednak jeden, konkretny przykład. Takich komunikacyjnych absurdów, sytuacji, w których łatwiej jechać poza stolicę, niż w ramach jednej dzielnicy, jest w mieście sporo. Owszem, można uznawać, że skoro jest blisko, mieszkańcy powinni dla zdrowia poruszać się spacerem. Rzecz w tym, że czasem się spieszą. Nie wszyscy też są zdrowi, by poruszać się głównie pieszo.

Polecamy