piątek, 18 czerwca, 2021

Chcesz wolności? Trzymaj się zasad! Między maseczką a psią kupą

Można mieć różne zdanie na temat tego, jak rządzący (nie tylko w Polsce) podeszli do walki z koronawirusem. W Nowym Telegrafie Warszawskim krytykowaliśmy wielokrotnie pewne przesadzone działania (np. zamykanie kościołów, zakaz wstępu do lasu). Jednocześnie nie znaczy to poparcia dla tych, którzy twierdzą, że żaden wirus nie istnieje, to wszystko spisek, olejmy maseczki itd. Rzeczą najgłupszą jest zaś walka z maseczkami na zasadzie, że niby ograniczają one naszą wolność. Tak, ograniczają. Podobnie jak ograniczają ją pasy bezpieczeństwa w samochodzie, zakaz wchodzenia z lodami do autobusu, czy nakaz sprzątania po psie. I rzecz najważniejsza – lepiej założyć maseczkę, czy przyłbicę, zachować dystans, niż w przyszłości na nowo znosić kolejne lockdowny, faktycznie ograniczające naszą wolność osobistą i do reszty rujnujące gospodarkę.

Maseczki mogą się nam nie podobać, jednak jeśli nie chcemy powrotu do obostrzeń z wiosny, są mniejszym złem fot. ODH

W dyskusji o koronawirusie na uwagę zasługuje głos jednego z lekarzy, który stwierdził, w wolnym tłumaczeniu, że nawet, jeśli nie wierzymy w maseczki, sens ich noszenia, powinniśmy to robić, z uwagi na innych. Jak mamy dużego, groźnie wyglądającego psa, nawet, gdy wiemy, że jest łagodny, wyprowadzamy go na smyczy i w kagańcu. Z uwagi na to, by nie straszyć innych. Z maseczką jest podobnie. Tyle pan doktor. Inni lekarze tłumaczą jednak, że zasłaniania nosa i ust, choć nie daje stu proc. ochrony, poziom bezpieczeństwa zwiększa. Zamiast maseczek możemy nosić wygodniejsze przyłbice. Generalnie – zasady takie, jak osłona twarzy (nosa i ust, nie samych ust), dystans społeczny (unikanie zatłoczonych miejsc, jak najkrótsze przebywanie w miejscach, gdzie jest sporo ludzi), wreszcie higiena osobista są nieodzowne. Pomijając jednak argumenty stricte medyczne, warto przyjrzeć się argumentom antymaseczkowców dotyczących wolności, której ci rzekomo bronią. Otóż nie bronią żadnej wolności. Czy ktoś protestuje przeciwko zakazowi wnoszenia lodów do autobusu, czy sklepu? Spożywania alkoholu w obrębie sklepu? Zakazowi palenia w miejscu publicznym? Nie. Nakaz maseczek w miejscach publicznych jest dokładnie tym samym. Szkoła ma prawo wprowadzić swój regulamin, a rodzice mają się dostosować. Kierowca autobusu ma prawo wyprosić nas z lodami, czy piwem. Tak samo ma prawo wyprosić nas gdy nie mamy maski. I tu kolejne „psie” porównanie. Ludzie, którzy tak ostro żądają „prawa do nienoszenia masek” nierzadko głośno domagają się sprzątania po psach. I słusznie. Ale jakoś wymóg chodzenia z łopatką i wyrzucania kup do śmieci, choć w sensie pracochłonności może i bardziej uciążliwy od zasłonięcia nosa i ust, czy umycia rąk, nie stanowi dla antymaseczkowców problemu…

Jest wreszcie rzecz chyba najistotniejsza. Dostosowanie się do w gruncie rzeczy mało uciążliwych zasad, ma pomóc w powstrzymaniu wirusa, ale też w NORMALNYM w miarę życiu. W tym, żebyśmy poszli do pracy, szkoły, żebyśmy nie musieli siedzieć w domach. Nowego lockdownu gospodarka na pewno by nie przetrwała. Padłyby tysiące firm. A wolność ograniczyłoby to znacznie bardziej, niż niewinna maseczka. Starożytni mawiali – si vis pacem, para bellum. Czyli chcesz pokoju, szykuj się do wojny. Można dziś te słowa sparafrazować – chcesz wolności, trzymaj się zasad.

Andrzej Zarębski

Polecamy