poniedziałek, 26 lipca, 2021

Sezon jak z bajki w koszmarnym czasie

 Legia lat 80-ych to trudny czas dla klubu. W latach 70-ych niby klub był w czołówce, ale nie zdobył mistrzostwa Polski. Wielcy piłkarze, jak Deyna, w końcówce dekady wyjechali za granicę. Inni, jak Brychczy zakończyli juz kariery. Pojawiały się nowe gwiazdy – bramki Legii strzegł na przykład reprezentant Jacek Kazimierski, grali w klubie inni reprezentanci – Dariusz Wdowczyk, Jacek Kubicki, idolami byli Dariusz Dziekanowski i Roman Kosecki. Ale mimo to sukcesem było co najwyżej zakwalifikowanie się do europejskich pucharów a w nich porażka po niezłej grze z jakąś piłkarską potęgą (dramatyczny dwumecz z Barceloną). Aż przyszedł sezon naprawdę niezwykły – 1990/91.

fot. Freeimages.com zdj. ilustr.

Czas gwałtownych przemian w Polsce – zmiany polityczne, upadek komuny, zmiany gospodarcze. W sezonie 1989/90 Legia w lidze zajęła zaledwie siódme miejsce. Ale zdobyła Puchar Polski, grała więc w Pucharze Zdobywców Pucharów. Ze składu odeszło wielu kluczowych zawodników. Wydawało się, że drużyna europejskich salonów nie podbije. A jednak… w lidze szło przeciętnie – klub zajmował stabilne miejsce w środku tabeli. Ostatecznie zajął dziewiąte miejsce. Ale w pucharach… najpierw był dwumecz z ekipą z Luksemburga. Dwa razy Legioniści wygrali po 3:0. W 1/8 finału Legia trafiła na solidny szkocki Aberdeen. W Szkocji było 0:0. W Warszawie 1:0 dla Legii. Awans do ćwierćfinału był już sukcesem, jednak w sukces dalej nie wierzył nikt. Po pierwsze – legioniści zostali ponownie osłabieni – do Galatasaray przeszedł najlepszy ich zawodnik, reprezentant Polski Roman Kosecki. Do tego klub trapiła plaga kontuzji. A na domiar złego w ćwierćfinale podopieczni Władysława Stachurskiego trafili na Sampdorię Genua. To nie była ta Sampdoria, co teraz, czyli solidny klub solidnej ligi włoskiej. Wtedy była to wielka Sampdoria, będąca liderem najmocniejszej ligi świata, jaką była w tym czasie Serie A. Sampdoria broniła trofeum, a w sezonie następnym dotarła do finału premierowych rozgrywek Ligi Mistrzów, gdzie uległa po dogrywce Barcelonie. Ekipa z Viallim, Pagliucą, Mancinim, Lombardo, Michalijiczenką miała bez problemu przespacerować się po „kopciuszku z Polski” jak określano Legię. A jednak! W Warszawie było 1:0 dla legionistów, zwycięską bramkę zdobył Dariusz Czykier. W rewanżu stało się coś, co do dziś wspominam z łezką w oku. Młodziutki, 19-letni Wojtek Kowalczyk najpierw strzelił gola na 1:0. Potem, zaraz po przerwie podwyższył na 2:0! Włosi rzucili się do odrabiania strat, jednak kapitalnie bronił Maciej Szczęsny, ojciec Wojtka Szczęsnego, obecnego reprezentanta Polski. Włosi zmniejszyli rozmiary porażki, potem wyrównali, sprowokowali naszego bramkarza, który „zarobił” czerwoną kartkę. Przy 2:2 między słupkami musiał stanąć obrońca, czyli Marek Jóźwiak, bo limit zmian był wykorzystany. Ale wynik już się nie zmienił. I Legia weszła do półfinału! W półfinale Legia wylosowała kolejną potęgę – Manchester United (drugą parę tworzyły Juventus Turyn i FC Barcelona). W Warszawie zaczęło się bajecznie. Po golu Jacka Cyzio Legia prowadziła 1:0! Niestety, zbyt długa radość po zdobyciu bramki sprawiła, że goście błyskawicznie wyrównali. Tuż przed przerwą czerwoną kartkę zarobił Marek Jóźwiak. W drugiej połowie goście zdominowali grającą w dziesiątkę Legię i wbili dwie bramki zastępującemu pauzującego za czerwoną kartkę Robakiewicza. Było 3:1. W rewanżu padł remis 1:1, a bramkę dla Legionistów zdobył młodziutki Kowalczyk. Był to ostatni gol dla polskiego klubu w półfinale europejskich rozgrywek. Warto dodać, że był to ostatni taki sukces polskiego klubu w europejskich pucharach. Po pierwsze sam półfinał – wcześniej do finału PZP wszedł tylko Górnik w sezonie 1969/70, a do półfinału awansować udało się Legii w roku 1970/71 (puchar mistrzów), Widzewowi Łódź 1982/83(puchar mistrzów). Co więcej, potem już ŻADEN polski klub nawet nie przeszedł rywala w rundzie wiosennej. A za rok minie 30 lat…

Jan Zankowicz

Polecamy