czwartek, 5 sierpnia, 2021

„To jak jazda pod prąd ruchliwą ulicą”

fot. pixabay

W kwestii epidemii napisano już chyba wszystko. Jednak wielu ludzi się pogubiło. Jedni twierdzą, że epidemii w ogóle nie ma, żaden wirus nie istnieje, a fakty o zgonach, czy ciężkich powikłaniach (powikłaniach, które często niesłusznie lekceważymy) są fałszowane. Inni znów wpadają w panikę. Dla mnie osobiście sprawa jest prosta – pandemia jest. Jest groźna. Jednocześnie jednak rząd faktycznie popełnił błędy wprowadzając pewne restrykcje, potem z nich się wycofując. Panuje informacyjny chaos, który sprawia, że spiskowe teorie trafiają na podatny grunt. I z jednej strony nowe lockdowny, większe obostrzenia, nie są wskazane. Z drugiej – nie może być tak, że całkowicie olewamy istnienie wirusa. To byłoby jak jazda pod prąd ruchliwą ulicą. I właśnie – wydaje mi się, że porównanie motoryzacyjne jest tu najbardziej adekwatne. Samochody, szybko jadące ulicą, mogą zabić. I z jednej strony nikt nie zamyka ruchu ulicznego, nie wprowadza się wszędzie ograniczeń do 20 kilometrów na godzinę. Z drugiej strony nikt nie nawołuje do jazdy pod prąd, łamania przepisów, jazdy po alkoholu. I tak właśnie należy podejść do pandemii. Trzeba ożywić gospodarkę, życie społeczne. Jednocześnie dbać o zasłanianie twarzy (osobiście wolę przyłbice niż maseczki), społeczny dystans, unikanie zamkniętych miejsc i tłoku. Trudne? Bez przesady, nie kosztuje nas wiele. Wirus z nami zostanie, warto nauczyć się z nim żyć.

Polecamy