piątek, 18 czerwca, 2021

Od legionowej drużyny, do wielkiej Legii

 Początki mojej fascynacji Legią to lata 50-te. Czas straszny dla kraju, ale też dla piłki. Drużyny musiały zmienić nazwy, trafiały pod resorty. Legia, przedwojenny klub Piłsudczyków trafił pod wojsko. I musiał zmienić nazwę z Legia na CWKS. O przedwojennej historii klubu wiedziałem niewiele. Dopiero potem doczytywałem – drużyna powstała wśród żołnierzy Legionów w 1916. W okresie międzywojennym należała do ligowej czołówki, choć mistrzostwa nie udało się zdobyć. Przytrafił się spadek z ligi przed wojną, coś, co po wojnie nie miało już miejsca.

Lucjan Brychczy i Edmund Zientara fot. By Joost Evers / Anefo – http://proxy.handle.net/10648/ab932fa2-d0b4-102d-bcf8-003048976d84, CC0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=67165184

Moje początki, lata stalinowskie to czas, gdy kibice nie mogli pogodzić się za bardzo z polityczną czapą nad klubem. Odmawiali kibicowania, pamiętam mecze, gdy stadion był za…  przeciwnikami. Takie czasy. To się zmieniło. Zmieniło z dwóch powodów. Po pierwsze w 1956 roku reżim trochę zelżał. Dawną nazwę przywrócono. Komuna, choć parszywa przestawała mieć aż taki wpływ na sport. Za to drugi czynnik miał większe znaczenie. Był to czynnik sportowy. Legia, kierowana przez Węgra Steinera miała niesamowitą pakę. Przede wszystkim był „Kici”, czyli pan Lucjan Brychczy. Niesamowity technik. Byli też inni, ale Brychczy należał do piłkarzy ulubionych. No i były też sukcesy. Legia zdobyła pierwszy tytuł mistrza Polski. W zasadzie – jeden po drugim, w roku 1955 i 1956. To była pierwsza moja ukochana Legia. Potęgą była do lat 70-ych. To były miejsca w czołówce Ligi, rywalizacja z Górnikiem o złoto. Ale najlepsze czasy dopiero miały nadejść.

Polecamy