wtorek, 3 sierpnia, 2021

Porażająca bierność państwa. Syn dyplomaty bezkarny, dwuletnia gehenna polskiej rodziny

Dopiero artykuł we „Wprost” i pikieta zorganizowana przez Konfederację sprawiły, że polskie służby dyplomatyczne zainteresowały się tragedią rodziny Ryszarda Lublińskiego. Mężczyzna i jego córka zostali ranni w strasznym wypadku, którego sprawcą był syn ambasadora Arabii Saudyjskiej. Choć minęły ponad dwa lata, syn ambasadora korzysta z immunitetu, nie poniósł odpowiedzialności. Skrzywdzona rodzina do dziś nie otrzymała odszkodowania ani nie usłyszała słowa przepraszam. Odczuwa za to jak najbardziej realne skutki zdrowotne wypadku.

Takl wyglądał samochów Ryszarda Lublińśkiego po wypadku fot. arch.

W ubiegłym roku mieszkańcami stolicy wstrząsnęła informacja o wypadku na ulicy Sokratesa. Jadący z ogromną prędkością samochód śmiertelnie potrącił mężczyznę. Miesiąc temu prokuratura zmieniła kwalifikację czynu – sprawca, choć był trzeźwy, będzie sądzony za zabójstwo. Jazda z ogromną prędkością została uznana przez śledczych za zabójstwo z zamiarem ewentualnym. Tak surowego traktowania nie musi obawiać się młody student warszawskiej politechniki, syn ambasadora Arabii Saudyjskiej w Polsce, Mohammeda Hussaina Mohammeda Madaniego. Dwa lata temu, jako 18-latek, jadąc z ogromną prędkością (135 km na godzinę) spowodował on wypadek w Alei KEN. W wypadku ucierpiała polska rodzina – Ryszard Lubliński i jego córka. Poszkodowani, choć szkody na zdrowiu były bardzo poważne (mężczyzna walczył o życie, do zdrowia dochodził miesiącami, jego córka ma dziś krótszą o 12 centymetrów nogę) nie otrzymali żadnego odszkodowania, ani nie usłyszeli słowa przepraszam.

Sprawę jako pierwszy opisał „Wprost”. Dla Ryszarda Lublińskiego zwykła podróż samochodem zakończyła się wielkim dramatem – zmieniła niemal całe życie. Było marcowe popołudnie, 26 marca 2018 roku. W samochód, w który uderzyła z ogromną prędkością limuzyna na numerach dyplomatycznych. Na miejscu pojawiła się karetka pogotowia, straż pożarna, policja. Podjęto akcje ratowniczą. Jak mówił jeden ze świadków zdarzenia, lekarz, kierowca samochodu był nieprzytomny, nie dawał znaku życia. Jego córka, kilkuletnia dziewczynka była przytomna. Jednak dziś z samego wypadku pamięta jedynie to, że strażak pracujący przy akcji ratowniczej dał jej pluszowego misia. Wypadek był jedynie początkiem horroru rodziny. Pan Ryszard walczył o życie. Dochodził do siebie wiele tygodni. Córka skutki wypadku odczuwa do dziś.  

Osobną sprawą było to, jak poszkodowaną rodzinę potraktowało polskie państwo. Sprawcą był 18-letni syn ambasadora Arabii Saudyjskiej, Mohammeda Hussaina Mohammeda Madaniego. Jechał 140 kilometrów na godzinę. Mimo to nie poniósł żadnej kary. Jak poinformował tygodnik „Wprost” prokuratura nie ma wątpliwości, że popełnił przestępstwo, ale dochodzenie umorzyła” – poinformował „Wprost”. Wszystko za sprawą immunitetu dyplomatycznego, jaki rzekomo przysługuje sprawcy. Minęły dwa lata i dopiero nagłośnienie sprawy przez „Wprost” uruchomiło lawinę zdarzeń. W środę, pod ambasadą Arabii Saudyjskiej odbyła się pikieta, której organizatorem był polityk Konfederacji, kandydat na prezydenta Krzysztof Bosak. Tego samego dnia wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński poinformował na Twitterze, że ambasador Arabii Saudyjskiej Mohammed Hussain Madani został wezwany do polskiego MSZ. Będzie mu przekazana nota z żądaniem zadośćuczynienia krzywdzie Ryszarda Lublińskiego niezależnie od przysługującego sprawcy immunitetu dyplomatycznego.

W sprawie jest jednak bardzo wiele wątpliwości. Choćby dotyczące samego immunitetu dyplomatycznego, który w przypadku przestępstw pospolitych nie powinien obowiązywać. A wypadek z ewidentnej winy kierowcy jest przestępstwem pospolitym. Inną wątpliwość stanowi porażająca bierność polskiego państwa, które zareagowało dopiero wtedy, gdy sprawą zajął się „Wprost” i politycy Konfederacji. Do sprawy będziemy wracać.

(NTW)

 

 

Polecamy